OPISY MECZY WYJAZDOWYCH i U SIEBIE

15.08.2003 R (PIĄTEK) GODZ. 17
GÓRNIK WAŁBRZYCH - AKS STRZEGOM 6-0 (5-O)

Ten mecz był nieco inny niż pozostałe jakie mieliśmy (nie) przyjemność rozgrywać na naszym obiekcie. Dużo wcześniej kilku "Thoreziaków" (dla niezorientowanych chodzi o fanów Zagłębia Wałbrzych) postanowiło choć na chwilę przywrócić dawne tradycje. W tym celu przez cale wakacje namawiali wszystkich mieszkańców Białego Kamienia do tego ,aby wspólnie z nimi na inauguracyjnym meczu Górnika w 5 lidze utworzyć młyn Zagłębia. Do pracy zabrali się także za mury i napisów "GKS" czy "ZAGŁĘBIE" było trochę. Taki stan rzeczy nie bardzo widział się większości młodych na Górniku mimo tego ,iż znamy się od dawna. Takich fanów co rzeczywiście chodziło i mogą pamiętać Zagłębie jest najwyżej 5. Od lat jest spokój na te tematy ,a byli Thoreziacy jeżdżąc na Górnika cały czas śpiewają Górnik ,a o Zagłębiu wspominają dopiero po wypici sporej ilości alkoholu (ale to naprawdę sporej!). Rzeczywiście w dniu meczu Thoreziacy uzbierali około 30 chętnych ,ale tylko z Białego Kamienia. Nic byli to jacyś fanatycy ,a z meczami mogli mieć styk co najwyżej jak Górnik grał ze Śląskiem. Na stadionie zajęli miejsce ,gdzie zazwyczaj mieścił się nasz młyn i po wywieszeniu malej zielono-czarnej flagi krzyczeli Zagłębie itd. Postanowiono ich "wyrzucić". Grupka biało-niebieskich liczbowo była mniej więcej taka sama. Z początku szło nam dobrze i sektor momentalnie opustoszał. Jednak osoby nazbierane przez Thoreziaków nie należały do takich co szybko dają dyla ,więc po dozbrojeniu się nasi "rywale" stali się atakującymi i niestety pod naporem kamieni i butelek trzeba było się wycofać. Po kilkudziesięciu sekundach znajome osoby z obu grup starały się załagodzić i wyjaśnić sytuację. Thoreziaki nic wiedziały ,co było powodem tego zajścia. Przez to uspokoiło się i więcej nie doszło do żadnych zgrzytów. Musimy się przyznać do porażki. Taka jest prawda. Przegraliśmy z l dzielnicą .której 20 % stanowili fani Zagłębia. W wirze uczestniczyła część młodzieży z Górnika. Tylko część ,gdyż niektóre osoby miały odmienne zdanie na temat Zagłębiaków i ich zdaniem taką sprawę można było załatwić w inny sposób, albo po prostu przymknąć oko. Młyn Zagłębia pojawiał się na meczach z przyjezdnymi (np. z Miedzią czy Chrobrym) i wtedy nic sobie z tego nie robiono........ Jakby nie patrzeć na tą sytuacje tak tego zostawić nic można i z pewnością na tym się nie zakończy.

17.O8.2OO3 r (NIEDZIELA) GODZ. 17
CUKROWNIK PSZENNO - GÓRNIK WAŁBRZYCH O-1 (0-0)

Pszenno to taka wiocha za Świdnicą. Nic było organizowanej żadnej konkretnej wycieczki. Każdy dojeżdżał na własną rękę. Część przybyła busami, kilka aut itd. Łącznie pojawiło się nas około 50 plus l z Zawiszy. W tej liczbie było około 10 kiboli ze Świdnicy i około 5 z Jaworzyny. Reszta to Wałbrzych. Nic ciekawego. Górnik znowu wygrał.

24.08.2O03 r (SOBOTA) GODZ. 11
GÓRNIK WAŁBRZYCH - ZJEDNOCZENI ŻARÓW 3-0 (l-O)

Mecz nie różnił się niczym nadzwyczajnym od innych. Nudy i jeszcze raz nudy. Dobrze ,że chociaż wygrywamy. Od tego meczu Górnik jest jedynym zespołem z kompletem punktów i lideruje w 5 lidze.

31.08.2003 (NIEDZIELA) GODZ. 17
KRYSZTAŁ STRONIE ŚL. - GÓRNIK WAŁBRZYCH 0-0

Już blisko trzy tygodnie przed planowanym wyjazdem zamówiliśmy autokar. Zbiórka w umówionym miejscu o 10:30. Stawiło się na nią około 60 osób. Zamówiony na II pojazd jakoś nic kwapił się do przyjazdu co stało się podejrzane. Za jakieś 40 minut okazuje się ,że kierowca przygrał z nami w chuja i palii głupka " a co to dziś miał być ten mecz - ja mam zepsuty autokar...". Nie namyślając się długo na biegu fani Górnika z Podzamcza skołowali 4 busy. Jakoś o 12:30 podjechały 3 busy 11 osobowe. No cóż w 60 pakujemy się do 3 pojazdów i jedziemy na Podzamcze po 4 -go busa. Czas leci ,a na miejscu nie widać 4-go busa. Po chwili okazuje się ,że ponoć bus ma być na drodze wylotowej na CPN - ie na Rusinowie na drugim końcu miasta... l dawaj pełnym gazem na CPN dojeżdżają 2 busy. Tam zdziwko - nie ma 4-go busa. Szybko zdzwaniamy się 3 busem i przez drobne przejęzyczenie decydujemy się jechać w 100 km trasę ,a za 30 minut rozpoczyna się mecz. Podróż 2 busów przeminęła bez przeszkód. Natomiast ostatni bus miał pecha ,gdyż natknął się na drogówkę ,która nie puściła w dalszą drogę tak przepełnionego busa (około 20). Takim oto sposobem do Stronią dojechały 2 busy. Pierwszy był parę kilometrów wcześniej i na rogatkach łapie go psiarnia, natomiast 2 przejeżdża sobie bez zatrzymania. Tak bez psów pod główną bramę w przerwie meczu podjechała ekipa. Od razu chcemy wyskoczyć na 3 typków w szalach Kryształu ,lecz szybko pojawia się psiarnia ,która okrężna drogą wprowadza nas na obiekt. Psów było od chuja. Pościągali posiłki z całego regionu ,a przede wszystkim z Kłodzka. Widocznie psiaki miały w pamięci awanturę w Stroniu sprzed 4 lat kiedy to obitych zostało dość poważnie kilku czworonogów. Każdy przed wejściem był przeszukiwany, legitymowany i z dokumentem musiał podejść do kamery i przedstawić się z podaniem imienia, nazwiska i adresu! Niezły cyrk jak na 5 ligowa piłkę. Psiaki były bardzo agresywne i prowokowały. Na stadionie było już obecnych około 20 kibiców z Wałbrzycha w 2 busy. Jeden z pasażerów owego busa był od dość dawna poszukiwany i takim oto sposobem wylądował na ul. Bohaterów Getta 16 w Kłodzku w tamtejszym Zakładzie Karnym... Za głupie krzyknięcie " ... ty stara kurwo..." jeden z nas dostał 300 zł, a za rzucenie hasła "Jedźcie z kurwami Górniku jesteśmy r wami..." 350zl. Chwilę po tym podjeżdża bus zatrzymany na rogatkach i co zabawne wchodzi pierwszy na stadion. Grupa przybyła wcześniej się bulwersuje ,gdyż nie chcą nas wpuścić tylko trzymają przy płocie. Głupie tłumaczenie ,że cały czas sprawdzają dane nas nie satysfakcjonuje .bo sprawdzić 14 osób przez 30 minut da się na pewno. W dodatku gdy chcemy wywiesić flagę na barierce (nie mylić z płotem) psiarnia zaczyna coś burzyć i popycha kiboli. Nie podoba nam się to strasznie ,gdyż te kurwy widocznie szukały chuja do dupy!.'! Psy chcąc zwinąć kilka osób używają nóg i biją pięściami po twarzy. Już nie wytrzymaliśmy i próbujemy coś wykręcić. Psiarnia zaczyna się gubić i wzywa posiłki stojące pod stadionem. Psów było sporo i zwijają 3 osoby, lecz nie zgodnie z prawem. Ten moment działania "stróżów prawa" uchwyciła aparatem jedyna przedstawicielka płci pięknej towarzysząca nam na wyjeździe. Pierdolone psy postanowiły wyprowadzić ją ze stadionu! Wówczas krzyczymy ,aby odrzuciła do grupy stojącej pod płotem aparat i to czyni. Widząc to jebany kutas koMENDAnt policji krzyczy na glos " Macie zabrać im ten aparat!!!" Wywiązała się kilkudziesięcio sekundowa szarpanina i prawie o mały włos byśmy zdobyli aparat. Przyrząd latał po ziemi, był kopany ,aż w końcu psy nam go zabrały. Wówczas wielki stróż prawa szeryf Wilczak (i w tym momencie wysyłamy jemu l jego podwładnym wielkiego chuja w dupę!) rzuca rozkaz " ...macie im najebać!!!...". Na efekty nie trzeba było długo czekać i pały idą w ruch. Momentalnie w sprincie Bena Jonsona opuszczamy okolice płotu i spierdalamy jak najszybciej tylko można. Całe szczęście ,że bus był w przystępnej na nasze biegi odległości. Psiaki cały czas biegną za nami i napierdalają. Chujowi) zrobiło się przy drzwiach wejściowych ,gdyż jednocześnie kilkanaście osób próbowało wmontować się w malusieńkie drzwi. Był to idealny moment na spałowanie ,co pierdolone łby w niebieskich mundurach czyniły. Najgorzej mieli ci co wsiadali na końcu bo wyłapali najwięcej. Podczas (tej "interwencji" psy zwijają kolejne 2 osoby. Tak do końca meczu musimy przesiedzieć w busie. Po meczu cała grupa zostaje wyprowadzona ze stadionu i wbija się do 4 busów. Jeśli poruszyć temat miejscowych to nic nie pokazali ciekawego. Oficjalnie nie było żadnego ,a tak z partyzanta było ich co najwyżej kilku i to z dalekiej odległości. Pod eskortą psów wyjeżdżamy na sygnałach z miasta wzbudzając wielkie zainteresowanie okolicznych mieszkańców. Przez blisko 80 km wszystkie psy ze Stronią eskortowały nas!! Pojebało ich nieźle. Tuż przed Gluszycą opuściła nas eskorta. W dodatku w momencie opuszczania eskorty jadąca za kabaryną osobówka pierdolnąła w tył psiarskich!!! ale mieliśmy ubaw! Tyle co psy nas puściły zaczynają się promocje. W Głuszycy jako pierwszy na jume idzie mały spożywczak ,gdzie wynosimy napoje, czipsy, cukierki po piwa kończąc na małym przypale z arbuzem. Następnie przenosimy się 50 metrów dalej do dyskontu ABC skąd "kupujemy" czekolady, czipsy, lizaki, lody i inne duperele. JUMA PANY!!! Dalej na trasie już nie było więcej sklepów ,a szkoda bo choć to można uznać za udaną stronę tego wyjazdu. Do Wałbrzycha wracamy około 18. Bardzo dużo przygód miał bus zatrzymany przez psy w Nowej Rudzie. Cala ekipa została zabrana na Komendę policji. Tam po wlepieniu mandatu 50 zł kierowcy nie było już możliwości dotarcia na mecz ,więc do busa zapakowało się 10 osób ,a pozostałe 10 w szalach na wierzchu maszerowały na pieszo przez miasto w stronę drogi wylotowej na Wałbrzych, idąc sobie przypalętał się jakiś tubylec ,który większą część drogi szedł za naszymi. Tak z grubsza postanowiono "wybić mu to z głowy", l milusiński szybciutko został oklepany. Chwila potem szło sobie jakiś 2 typków i znów załapują smary. Gdy już prawie wszyscy opuścili teren Nowej Rudy i byli prawie w Ludwikowicach podjechała psiarnia z jednym pobitym osobnikiem ,który wskazał palcem kto go pobił. Tak więc znów cała grupa znalazła się na Komendzie w Nowej Rudzie. Przez taki obrót wydarzeń 2 osoby będą miały wagi o popularną "10" ,gdyż w momencie pobicia gdzieś zaginęła pajacowi czapeczka bejsbolowa warta co najwyżej 5 zł. Natomiast osoby ,które zostały powinięte w Stroniu zaliczyły dołek w Kłodzku. Na drugi dzień wszyscy zostali zwolnieni z odprawą 500 zł mandatów. Cóż można opisać na podsumowanie tego wyjazdu??? Na pewno HWDP zawsze i wszędzie. Było nas na obiekcie ,a właściwie na i przed około 60 plus około 20 nie dojechało. Jest to liczba całkiem dobra. Szkoda że skręcili kilka osób ,ale tego dnia aby coś poważnego zwojować nie mieliśmy najmniejszych szans. a z cwelem Wilczakiem i jego "dziurawcami" rozliczymy się przy najbliższej okazji. Ręce sprawiedliwości jeszcze was dostaną!!! Na pewno!!!

07.09.20O3 r (NIEDZIELA) GODZ. 11
GÓRNIK WAŁBRZYCH - SKAŁKI STOLEC 2-2 (2-O)

Co było niemożliwe stało się faktem. Wieśniaki ze Stolca wywiozły l punkt ,a znane piłkarskie porzekadło, że nie wykorzystane sytuacje lubią się mścić znalazło potwierdzenie dzisiejszego dnia. Nawet karny w ostatnich minutach nie został wykorzystany......

13.O9.2OO3 R (SOBOTA) GODZ. 17
POLONIA BYSTRZYCA KŁODZKA- GÓRNIK WAŁBRZYCH 2-4 (1-2}

Początkowo pomyłkowo myśleliśmy ,że mecz jest w niedzielę o 16 i w tym celu ustaliliśmy zbiórkę o 13. Prawda okazała się inna ,a mecz był o godzinę później tyle ,że został rozegrany jeden dzień wcześniej. Taka wiadomość dotarła do nas w piątek. Część osób miała już jakieś plany na sobotę i nastawiona była na niedzielę. Także nie każdego udało się powiadomić co potwierdziło się w niedzielę ,gdzie na zbiórkę poprzychodzili nie wiedzący o zmianie terminu kibice. Na zbiórce było nas kilkunastu. Na biegu zorganizowaliśmy busa i jedno auto. W takim oto składzie wyjechano w drogę. Psiarnia z okręgu kłodzkiego jest strasznie na nas wyczulona i na ten mecz zmobilizowały się konkretnie, już 50 km przed Bystrzycą Kłodzką ,a dokładniej między Nową Rudą ,a Słupcem na CPN-ie stało około 20 psów i sprawdzali pojazdy. Nasz bus został wyczajony. Na dzień dobry kilka osób za lanie dostaje po 200-300 zł. Wkurwił się także kierowca .któremu wjebali 200 zł za brak dowodu rejestracyjnego. Na złość wszystkiego mandaty wlepiano także za rzucenie szlugi po 300 zł. łącznie w ciągu kilku minut była sumka 1400 zł mandatów, a najwięcej bo 500 zł załapał ......kierowca! Tak staliśmy sobie ponad dobrą godzinkę. Głupie kundle sprawdzały pod maską czy nie są gdzieś przypadkiem poprzerabiane numery itd. Bus dojechał dopiero na 2 polowe. Przed Bystrzycą czekały kolejne psy których było w chuj. Na stadionie były już 2 auta od nas oraz jedna osoba pociągiem i l z piłkarzami. Razem było nas 22. O miejscowych co można powiedzieć? Nic. Nie było ich oficjalnie ,a jedyny fakt i o ich istnieniu to napis YB 96 (chodzi tu o grupę kibiców z Bystrzycy Young Boys 96). Każdy kto był tam ( w roku 99 i 00) to wie ,że nigdy porządnych kibiców tam nie było ,a data 96 to pewnie rok narodzin chłopaków. Wiocha była nieprzychylnie do nas nastawiona. Cały czas gwizdali na nas. Same bambry i moczymordy. Po meczu w eskorcie psiarni wyjeżdżamy z Bystrzycy. Psy zostawiły nas przed Gluszycą i trzeba spojrzeć prawdzie w oczy ,że wyjazdy w okolice Kłodzka będą prawdopodobniej najbardziej nudne z powodu niebieskich idiotów, a promocyjki jak pójdą to nie szybciej jak Głuszycą.

21.09.2003 r (NIEDZIELA) GODZ. 11
GÓRNIK WAŁBRZYCH -NYSA KŁODZKO 3-0 (3-0)

Mecz jak każdy inny rozgrywany w Wałbrzychu. Tego dnia miała debiut nowa flaga. Ma gdzieś około 10 metrów. Z jednej strony jest wizerunek 3 typków w cieniu ,a z drugiej łysa głowa także troszkę w cieniu. Główne hasło to GÓRNIK ,a w samym środku znajduje się krzyż celtycki. Flaga jest fanie wykonana. Ową fane zrobili ludzie o skrajnie prawicowych poglądach ,a skąd są to każdy wie. Pod koniec meczu utworzyliśmy mały młynek z około 30-40 osób ,który niezbyt rewelacyjnie dopingował.

28.09.20O3 r (NIEDZIELA) GODZ. 16
WŁÓKNIARZ KUDOWA ZDRÓJ- GÓRNIK WAŁBRZYCH 4-2 (1-0)

Lipa, lipa i jeszcze raz lipa organizacyjna!!! Tak można rozpocząć opisywanie tego wyjazdu. Początkowo mieliśmy jechać przez Czechy , aby ominąć psiarnię i wjechać do Kudowy z drugiej strony. Ta sztuka spełzła na niczym bowiem paru z nas ma miśka do Czech ,a nawet jeżeli to kierowca miał zezwolenia tylko na przewóz 4 osób zagranicą. Tuk więc zbiórka z 11:30 musiała być przesunięta na 13. Powoli zbliżała się 13 ,a tu nie widać busów. Robi się nieciekawie. Po chwili podjeżdża l bus ,lecz kutafon chciał o 30 zł więcej niż to było planowane i rezygnujemy. Zbliża się 14 i dostajemy info ,że z 4 zamówionych busów jest l i w dodatku rozpierdolił się już na Podzamczu!!! Zostajemy na lodzie. Szybko próbujemy coś skręcić ,lecz jak to bywa nie każdy chce podróżować z kibolami. Na cale szczęście my to mamy jednak farta. O 15 skołowaliśmy l busa ,a za jakieś 15 minut jeszcze 2! Do meczu 45 minut ,a do pokonania 101 km! Nasz kierowca gnał jak szalony i w ciągu godziny dojeżdżamy do Kudowy. Przed Kudową stoi w chuj psów ze znanym nam komendantem z N.Rudy i jego przydupasem co ma usta jak murzyński trębacz. Oczywiście zostajemy zatrzymani. Psy były wyczulone bo zatrzymywały każdy bus co najbardziej odczuł kierowca przewożący odzież ,gdyż musiał swój cały ekwipunek wyładować i tym samym udowodnić że nie przewozi kiboli. Psy dokładnie liczą osoby w busie. l bus miał o 3 za dużo i na dzień dobry łapie mandat. Jaja wyszły dopiero ,gdy okazało się iż kierowca owego pojazdu zostawił w Wałbrzychu prawo jazdy i resztę dokumentów!!! Na początku miał być 1000 zł. lecz po negocjacjach zeszło do 500. Pierwszy bus dociera na ostatnie 25 minut, a 2 z powodu braku kierowcy pozostał w lesie. Na szczęście dogadaliśmy się z psami ,aby pierwszy bus powrócił po resztę w lesie i takim oto sposobem kilkanaście osób oglądało ostatnie 5 minut meczu. Do Kudowy zajechało nas około 60-70 plus l z Arki. Były łącznic 4 busy, 2 auta, l przybył pociągiem. Wszystkie miejsca były dokładnie obstawione przez psy. l co przybył pociągiem mimo ,iż kupił bilet na całą drogę spotkał czekających na niego psów które wiedziały ,że jedzie! Auto ze Świdnicy podróżowało przez Czechy ,a tam celnicy od razu wyczaili klimat i zawiadomili psy ,które zabrały naszych z granicy! W Kudowie jest też kilku kumatych kiboli Górnika .którzy oczywiście przybyli na ten mecz i usiedli z nami. Ogólnie cala miejscowa ludność nie była przychylnie do nas nastawiona o czym świadczyły wyzwiska, tego dnia wywiesiliśmy 3 nagi i trochę dopingowaliśmy. Po meczu piłkarze dziękują nam za doping. Szkoda tylko ,że przegraliśmy i jest to l porażka w tym sezonie. Przyszedł czas powrotu. Zamiast naszego kierowcy busem kierował jeden z piłkarzy posiadający akurat przy sobie prawo jazdy. Pod eskortą psów jedziemy ,aż do Gluszycy i tam jesteśmy już wolni. Jak to bywa w takich przypadkach każdy wie -juma! Poszło na odstrzał kilka sklepów i wynosimy m.in. chipsy, paluszki, napoje, jakieś sucharki itd. Był też cały wagon papierosów, l bus jedzie prosto na dworzec skąd odjechał do domu wspomagający nas na wyjeździe Arkowiec. l tak zakończyliśmy nasz kolejny wojaż. Jedno jest pewne, że w końcu musimy zamówić transport .który nie zrobi nas w chuja ,bo takie wyjazdy, gdzie liczymy na lud szczęścia niestety się powtarzają.

05.10.2003 r (NIEDZIELA) GODZ. 11
GÓRNIK WAŁBRZYCH - NIEMCZANKA NIEMCZA 5-2 (5-0)

Od rana padał deszcz i była chujowa pogoda. Jednak na mecz z liderem przybyło sporo osób. Było też kilku młodzieżowców z Niemczy w bluzach Lonsdale którzy usadowili się koło murku od strony budynku klubowego. Nie chcieli przyznać się do przynależności klubowej ,ani do Lechii Dzierżoniów ,więc 2 z nich wyłapało lekkie manto.

12.1O.2O03 r (NIEDZIELA) GODZ. 11
POLONIA ZĄBKOWICE ŚL.- GÓRNIK WAŁBRZYCH 1-4(1-1)

Pierwsi fani Górnika pojawili się już o 5 rano w Ząbkowicach. Byli to kibole wracający z Budapesztu. Czas minął nam w poczekalni na dworcu PKS-u wspólnie z dwoma lekko śmierdzącymi dziadami. Około 8-9 dotarli także fani Górnika ze Świdnicy także wracający z Budapesztu. Po 10:20 przyjechał pociąg do Ząbkowic na którego oczekiwała psiarnia. Wszyscy idziemy sobie spokojnie na stadion Orła. Miejscowych tego dnia nie stwierdzono. W Ząbkowicach jeżeli ktoś jest to ledwo żyjące jednostki znające klimat. Przed wejściem przeszukanie oraz kamera. Wywieszamy nową flagę z dopiero co skrojonej ceraty w bialo-niebieskie kwadraciki na których utworzono napis GÓRNIK WAŁBRZYCH HOOLIGANS. Na meczu nudy. Kilka minut przed końcem opuszczamy stadion i wychodzimy na pociąg. Bez biletów wbijka do pośpiechu. W Dzierżoniowie grała o 11 Lechia z Orłem jednak żadnego osobnika mogącego być kibolem nie zauważono na PKP. W Wałbrzychu meldujemy się jakoś o 15. Oprócz tego ,że byliśmy w 55 nic ciekawego nic można napisać

19.10.2002 r (SOBOTA) godz. 15
GKS TYCHY – Raków Częstochowa

O tym ,że trzeba w końcu odwiedzić fanatyków GKS-u Tychy mówiło się już od dawna. Akurat od jakiegoś czasu chodziło nam po głowie spotkanie z Rakowem Częstochowa. Było ono bodajże najciekawsze z rozgrywanych przez naszych ziomków. W dodatku można było powiedzieć ,że na 100 % pojawią się przyjezdni. My z fanami Rakowa spotkaliśmy się ostatnio na ligowych zmaganiach w sezonie 2000/2001. Najpierw był mecz w Wałbrzychu , lecz Raków nie pojawił się. Nie wypalił im bus. Następnie my do Częstochowy mieliśmy wyjazd w środę 23.05.2001 r. i pojechaliśmy w 13 ( w tym 1 dziewczyna) plus 2 ziomków z GKS-u Tychy. Jak każdy wie doszło wówczas do umówionej bitki 9 vs 9. Trwała ona około 1,5 góra 2 minuty. Przez ten czas fanatycy z Częstochowy zdołali wypracować sobie miażdżącą przewagę. Gdy już zbliżała się końcowa faza bijatyki wpadło sporo psów i wszyscy musieli zrobić ewakuację. „Medaliki” zachowały się bardzo honorowo. Pomagali nam skryć się, część zabrali do domów ,a następnie odprowadzili na pociąg. Nawet skręceni przez psy otrzymali pomoc od czerwono-niebieskich. Nie ma co ukrywać w innych miastach tak by do nas nie podeszli i moglibyśmy dostać nie pomoc ,ale co najwyżej ponownie po głowie. Fani Rakowa byli pozytywnie zaskoczeni ,że tak doceniliśmy ich starania natomiast my byliśmy pod wrażeniem takiego postępowania. Nie zanudzając już przeszłością przejdziemy teraz do meczu. Busem do Tychów wybrało się dokładnie 10 młodzieżowców z Wałbrzycha. Młyn GKS-u prezentował się w ilości kilku setek (zdjęcia są w internecie). Do tego race, kolorowe świece dymne, styropianowy napis itd. Naprawdę super. Cały czas opiekowali się nami nasi ziomale. Oprócz nas na ten mecz przyjechało też 4 albo 5 kibiców Sandecji Nowy Sącz. Kibice Rakowa mieli być nie wpuszczeni na ten mecz. Fani GKS-u chcieli rozwiązać ten problem i robili wszystko co w ich mocy ,aby wpuścić Raków. Niestety psiarnia zawróciła kiboli Rakowa w Katowicach. Kibiców z Częstochowy było około 120 w tym 3 ze Stali Stalowa Wola. Nie chcąc wracać Częstochowianie wywołali awanturę. Psiarnia brutalnie interweniowała i niestety mecz odbył się bez przyjezdnych. Z tej grupy Rakowa udało się zerwać 1 lub 2 kibicom i oni jako jedyni dojechali na mecz. Po meczu do domu wróciło busem 4 kiboli KSG ,a pozostałych 6 zostało jeszcze na hokeju rozgrywanym w dniu następnym. Na hokeja przyjechali kibice ŁKS-u Łódź. Wielkie dzięki za super gościnę w Tychach!!!

20.02.2003 r (CZWARTEK) godz. 20
SLAVIA PRAGA – Besiktas Stambuł 1-0 (0-0)

Do Pragi na dość ciekawy mecz wybraliśmy się w czwartek z samego rana. Było nas 12. Wcześniej wiedzieliśmy ,że na tym spotkaniu pojawią się inni kibole z naszego kraju w tym osoby znane dla polskiego ruchu kiboli. Na granicy drobne zakupy i ruszamy w drogę. Po około 2 godz. dojeżdżamy do Tyniszcza. Tam kilkunastominutowa przesiadka i uderzamy na Pragę. W stolicy naszych południowych sąsiadów meldujemy się około godziny 14. Na dworcu komitet powitalny w postaci grupy 5 fanów Slavii. Od razu zostajemy przejęci przez miejscowych. Dowiadujemy się ,że po mieście kręcą się Turasy ,więc z miejsca uderzamy na łowy. Dosłownie za moment pojawiamy się na Placu Wacława i krzyknęliśmy sobie kilka razy. Z daleka ujrzeliśmy kilku odpowiadających nam Turasów w szalach i koszulkach. Od razu bierzemy ich w obroty. Efekt to zdobyty szalik Beskitasu plus nówka (dopiero co kupiony) Sparty Praga, Turasy obite i wystraszone. Należy dodać ,że wyglądowo byli super (każdy ze 2 metry). Niestety całe zdarzenie widzi psiarnia i trzeba się ewakuować. Niestety 1 –ego z nas skręcili. Turasy pucowały psiarni, lecz wiedzieli ,że nie ten zatrzymany zabrał im szaliki tylko kto inny. Po ulotnieniu się z przypałowych terenów lądujemy w barze ,gdzie zbierają się hools Slavii. W odpowiednim czasie przed meczem cała grupa udaje się na polowania. Na Placu Wacława widzimy ok. 30 osobową grupę Turków i zamierzamy ich zaatakować. Gdy zbliżamy się coraz bliżej do nich zakładamy szale na twarze. Ci widząc to myśleli ,że chcemy wymieniać na szale i w tym celu zaczęli ściągać barwy. Niestety nie byli to żadni hooligans ze Stambułu i dlatego do niczego nie dochodzi. Następnie wbijamy się w tramwaj. Tam siedzi kilku Turków. Załapują oklep i pozbywają się 1 szalika. Pod stadionem multum ludzi w barwach Slavii. Oczywiście zdecydowana większość to pikniki. Wymieniali się oni z Turkami szalikami, pamiątkami, robili wspólne zdjęcia. Nawet mi udało się wejść pod stadionem pośród 500 osobową grupę Turków w szalu Górnika i przez nikogo nawet nie zaczepiony głupim spojrzeniem przyglądałem się przybyszom. Taki piknikowy nastrój towarzyszył temu spotkaniu. Dało to się zauważyć gołym okiem ,gdyż w młynie Slavii znajdowało się wiele osób w szalach Besiktasu i na odwrót. Nawet szale Beskitasu można było kupić w stoisku z pamiątkami. Na obiekt wbijamy się za darmo tuż przed rozpoczęciem meczu. Od razu wieszamy naszą flagę „Gods of War”, która było chyba największą flagą wśród miejscowych. Przykryła ona kilka mniejszych flag piknikowców ze Slavii. Po pewnym czasie nie spodobało to się właśnie jednemu z tych mułów i chciał naszą ściągnąć. Oczywiście nie pozwalamy mu na to, a że nie bardzo mogliśmy zrozumieć o co chodzi typkowi (chyba chciał swoją powiesić na naszą) to wspólnie z będącymi przy tym zdarzeniu hoolsami Slavii „wytłumaczyliśmy” przy pomocy rąk ,że tej flagi nie ruszy. Młyn Slavii był spory. Oczywiście trudno jest określić ile. Osoby spod znaku hools stanowiły zdecydowaną mniejszość. Turków zjechało się około 2000. W większości samolotami, a także wynajętymi autokarami. Przeważały u nich małe flagi, lecz kilka dużych też było. Pod stadionem widziałem u nich sporo małych flag na kijach ,lecz na obiekcie ich nie było (widocznie zabrali im na wejściu). Na meczu prawie cały stadion śpiewa po udanych zagraniach piłkarzy. Super efekt. Tuż po gwizdku kończącym 1 połowę idziemy coś zjeść. Akurat nie bardzo widziało nam się ,aby zapłacić ,więc troszkę kombinowaliśmy. Stoisko było obsługiwane przez 2 osoby. Tzn jedna kasowała pieniądze ,a druga wydawała czy to piwo czy kiełbaski. My korzystając z tłoku omijaliśmy pierwszą część tego programu i przechodziliśmy do tej drugiej – tylko po odbiór. Takim sposobem troszeczkę sobie pojedliśmy. W przerwie meczu dołączyli do naszego sektora inni fani z Polski. Były to osoby mające duży wkład w wydawaniu pisma „TO MY KIBICE!”. a dokładniej 1 fan GKS-u Bełchatów, 1 Włókniarza Częstochowa, 1 Pogoni Lębork i 1 Zagłębia Sosnowiec. Oprócz tego na meczu był jeszcze 1 fan z Bełchatowa ,ale nie mieliśmy okazji go widzieć. Na meczu pojawił się także wydawca zina „Footbal Factory” – kibic Banika Ostrava (jego też nie spotkaliśmy). Przerwa i 2 połowa mija nam na wspólnych rozmowach na kibicowskie tematy ,a także wymienianiu poglądów co do różnych kwestii zaobserwowanych tego dnia i wręcz zaskakujących nas Polaków faktów. W drugiej połowie dołącza na stadion fan Górnika zwinięty zaraz po wyjściu z pociągu za obicie Turków. Dostał 1000 koron pokuty (tzn. kary) i nakaz opuszczenia Czech w ciągu 2 dni. Podczas 2 połowy Slavia strzela bramkę. Na stadionie szał. Część widzów wskakuje na płot manifestując radość. Akurat w jednym miejscu płot runął. Pech tak chciał ,że właśnie w tym miejscu wisiała nasza flaga i co nieco się udarła. Chwila moment ,a tu po bieżni lecą psy w stronę wyłamanego płotu ,ale tylko stoją i się przyglądają bez interwencji. Po uszkodzeniu naszej flagi ściągamy ją i nie wywieszaliśmy jej już do końca (mogłaby się bardziej uszkodzić). Po meczu uderzamy do baru, a nasi rodacy z „TMK!” udają się do wynajętego hotelu. Całą noc spędzamy w barze i z samego rana wracamy do Polski. W kraju pojawiliśmy się około 11, natomiast w Wałbrzychu godzinę później.

09.03.2003 r (NIEDZIELA) godz. 14:30
FK Jablonec – SLAVIA PRAGA 1-1 (0-0)

Do Jablonca wybraliśmy się w 5 samochodem. Podróż minęła nam spokojnie ,chociaż zrobiliśmy więcej kilometrów niż planowaliśmy. Przed samym Jabloncem (bodajże w Tanvaldzie) mamy przymusowy postój z powodu awarii koła. Szybko usuwamy usterkę i wyjeżdżamy na drogę wylotową do Pragi. Tam po dosłownie 10 minutach pojawiają się 2 autokary z kibicami Slavii. Było ich około 65. Auto pozostawiamy na poboczu i przesiadamy się do autokarów. Podczas drogi dowiedzieliśmy się ,że na tym spotkaniu pojawią się fani Slovana Liberec ,gdyż telefonicznie powiadamiali o tym kibiców Slavii. Na mieście wysiadamy z autokarów ,a że do meczu było około 1,5 godziny wyruszamy na miasto. Tam na jednej z ulic dochodzi do ciekawego zdarzenia. Tuż za rogiem ukazała nam się około 20 osobowa grupa fanów Slovana Liberec. Od razu cała ekipa rusza na nich. Część załapuje się na lanie ,a część ucieka. Wyglądowo całkiem nieźle, sporo skinheads. Zostają zdobyte szaliki. Dokładnie 6 sztuk. Były to szale: 4 Slovana, 1 Irlandii i 1 niemiecki. 1 z tych szali Slovana był zdobyty przez fana Górnika. Zaraz po tym wydarzeniu zjeżdża się sporo policji. Obici kibice Slovana mimo widocznych śladów i ran (krew, zadrapania, siniaki) nie kapują psiarni. Nic dziwnego skoro na szalikach mieli napisy A.C.A.B. (na nasze HWDP). Cała grupa zostaje zaprowadzona ma stadion. Tam powoli wchodzimy na stadion. Bilety są w rewelacyjnej cenie.... 10 koron ,czyli dla niekumatych na 1 ligę czeską zapłaciliśmy 1 zł i 37 gr! Wszystkich kibiców z Pragi było około 200. Mieli kilka flag ,a nad „ULTRAS” zostały wywieszone zdobyte barwy Slovana. Miejscowych wspólnie ze Slovanem (mają drużbę tzn. zgodę) było max 40 w tym grupka ,którą spotkaliśmy na mieście. Mieli kilka małych flag plus 2 szale Slavii ,ale skrojone typowym sympatykom ,którzy pewnie do dziś dnia nie wiedzą dlaczego ktoś im zabrał szalik. Na początku meczu zostają odpalone kolorowe świece dymne. W trakcie 1 połowy 1 z miejscowych wyskoczył na płytę w celu zerwania flag. Każdy kto był w Jabloncu wie ,że konstrukcja płotu (bardzo ostre kolce na wierzchu płotu) uniemożliwia przeskoczenie ,a także szybkie przełożenie flagi na swoją stronę. Od razu na około na bieżnię wskakuje 2 fanów Slavii i biegnie w stronę zamieszania. Za nimi biegną ochroniarze. Widząc to wybiegają także miejscowi. Ten co wyleciał pierwszy zerwał flagę Slavii „TURNOV” ,lecz tyle co ją zerwał został dopadnięty przez 2 ze Slavii i załapuje strzały. Chwilę po tym wpada ochrona i oddziela walczących. Flaga pozostaje w rękach właścicieli. Zostaje zwinięty 1 ze Slavii i 3 albo 4 z ekipy miejscowych. W drugiej połowie w sektorze przyjezdnych zaczęła się zadyma z psami. Fani Slavii bronią się całkiem nieźle i prowokowali psiarnię jak tylko się da. W Czechach psy nie kumają klimatu do końca i dają sobie wejść na głowę ,co w tej chwili jest u nas nie do pomyślenia. Psiarnia interweniuje zwijając 7 osób. Po meczu wsiadamy do autokarów. Nasz wyjazd opóźniał się z tego powodu ,iż czekaliśmy na zwiniętych fanów podczas meczu. Gdy już wszyscy byli w komplecie bez eskorty wyjeżdżamy z Jablonca. Za miastem zatrzymujemy się koło naszego samochodu. Po wspólnych rozmowach pożegnaliśmy się ze Slavistami i każdy pojechał w swoją stronę. W Wałbrzychu pojawiliśmy się około 21.

30.03.2003 R (NIEDZIELA) GODZ.14
ŚLĄSK WROCŁAW – ARKA GDYNIA 0-5 (0-3)

Już blisko dwa tygodnie przed meczem dostaliśmy telefon od jednego z fanatyków wrocławskiego Śląska z zapytaniem czy przyjeżdżamy. Wszystko byłoby OK. ,gdyby ów delikwent przedstawił się i zadzwonił w normalnej porze ,a nie o 4 w nocy. O tym meczu dyskutowaliśmy sobie wcześniej. Z tego powodu też nie pojechaliśmy na Polar – Arka ,gdyż tego dnia Śląsk grał na ŁKS-ie w Łodzi i było pewne, że jest lipa. Postanowiliśmy pokazać się na Śląsk – Arka. Tak się składa ,że 6 liga rusza dopiero w kwietniu wobec czego nie mogliśmy zgadać się na meczach ,bo takich w sumie nie było. Zbiórka o 10:30 na ... jakże by nie inaczej Wałbrzych Miasto. Och jak to dobrze ,że najtańszy i najprostszy sposób przemieszczania się po kraju „sponsoruje nam” PKP... Ogólnie wszystkich z tymi ,którzy poosiadali się na dalszych stacjach było ok.50 w tym 5 fanów Slavii. Kanar to pędzel i w Jaworzynie wezwał psiarnię. Pociąg stał ok.20 minut ,ale ostatecznie po negocjacjach z nowymi kanarami dojeżdżamy na miejsce. Trzeba było zrobić zrzutkę na 6 biletów. W Mietkowie do pociągu wsiadło 2 skinów. Na dzień dobry dostali po kilka butów. ale pozwalamy im dojechać do celu. W Smolcu wsiadło 3 młodych do pociągu. Pech tak chciał ,że weszli w nasze drzwi i jak tylko pociąg ruszył zrobiliśmy im małe butowanie wzbogacając się o 1 szalik Śląska. Na Głównym we Wrocławiu oczekuje na nas psiarnia. Podstawiają nam autobus i w eskorcie psów jedziemy na stadion. Tam stoi 3 fanów Lecha ,którzy nie mieli funduszy na bilety. Bilet kosztował 10 zł i próbujemy zagadać ,że 2 osoby na 1 bilet. Z początku nie chcą się godzić ,ale w końcu ktoś tam powiedział ,że wchodzimy za darmo. Po wejściu na sektor oznajmiamy przybycie okrzykiem ,a Arkowcy witają nas oklaskami. Fanów Arki było 150, Lecha 114 albo 117, nas 50 i 2 z Gwardii. Mieliśmy ze sobą 3 skrojone flagi fan clubów Śląska (TYLKO ROKITA, OŁAWA i ROGÓW), które zostają powieszone (oczywiście do góry kołami) na bocznej siatce. Są to flagi zdobyte w latach 99-00. Akurat gramy w takich ,a nie innych ligach i nie było okazji ich spalić. Tutaj nadarzyła się w końcu okazja i wykorzystaliśmy ją. Śląsk chciał pokazać się ultrasowsko ,ale nie za bardzo to wyszło ponieważ np. kartony były porozkładane na całej odkrytej ,ale było tam widać sporo wolnych miejsc. W momencie podnoszenia kartonów część z nich leżała. Tuż po 14 w okolicach stadionu na jednej z ulic doszło do bitwy. Po jednej stronie stanęło 110 z Arki, 80 z Lecha i 50 z Zagłębia Lubin. Same bojówki. Po stronie Śląska było w zależności od źródeł 300-400 osób. W tej liczbie oczywiście ich ziomki. Zadyma trwała około 3-4 minut. Później wpada w chuj psiarni i zwijają wszystkich co się da. Sam przebieg walki to zwycięstwo gospodarzy. Szkoda tylko ,że miejscowi (inna wersja to, że jedna z ich zgód) używali ostrego sprzętu. Efektem tego jest śmierć kibola Arki od ostrego narzędzia i wielu rannych. Psiarnia zatrzymała sporo osób. Wersje są od 120 do 229 zatrzymanych. Większość z tej grupy stanowili przyjezdni. Po dojściu tej informacji do ekipy Arki będącej na stadionie ściągamy flagi. Postanawiamy dać na przedni płot te skrojone i spalić je. Gdy już chcemy podpalić wjeżdża psiarnia i zrywa nam flagi. Wspólnie z fanami Lecha i Arki udaje uratować się 2 ,a „Oławę” nam skubnęli. Psy zaczynają mierzyć w nas strzelbami i i wiara wycofuje się w górę sektora. Po chwili sytuacja uspokaja się, a naszą flagę wyrzucają na krytą i bierze sobie ją ochroniarz. Pozostałe 2 flagi palimy na ziemi. Następnie wszyscy stajemy na sektorze razem obok siebie i układamy żywy krzyż przy asyście kilku rac na znak żałoby po zabitym kibicu. Po tym fakcie cały nasz sektor skanduje ile sił w gardłach :”ŚMIERĆ ZA ŚMIERĆ !!!” oraz „CHULIGANI BEZ HONORU”. Śląsk także pościągał flagi pozostawiając jedną spuszczoną do połowy. Po tym wydarzeniu już prawie nie było słychać śpiewów na stadionie. Arka wygrała dość wysoko ,bo 0-5. Przyszedł czas na powrót. My znając wcześniejsze wydarzenia szczerze mówiąc obawialiśmy się powrotu. Było nas 50 typa średniej ekipy bez psiarni. W dodatku zostały spalone flagi Śląska. Jednak z drugiej strony tego dnia zrobić jakąś akcję był przypał po zabójstwie kibica. Do podstawionych 3 autobusów zapakowało się całe towarzystwo. Arkowcy mieli pociąg troszkę szybciej niż my. Paru z nas poszło ich odprowadzić ,a reszta na nasz pociąg. Gdy weszliśmy już na swój peron wbijamy się do bany. Tak dziwnie się złożyło ,że nasz pociąg nie był jeszcze podstawiony i przez pomyłkę wbiliśmy się na Kluczbork. W pociągu ujrzeliśmy podejrzanych typków i bierzemy się do roboty. Kilku delikwentów ewakuuje się przez okna, a w naszym posiadaniu pozostaje szalik Śląska. Po tym wydarzeniu idziemy na swój pociąg i odjeżdżamy w eskorcie psów z Wrocławia, które eskortowały nas do samego Wałbrzycha. Podczas powrotu dostajemy informacje z Wałbrzycha ,że ta uliczna zadyma była już nagłaśniana w TV. Na dworcu Miasto stoi sporo psów i zaczęło się spisywanko. Na tym w gruncie rzeczy zakończył się nasz wyjazd. Ogólnie dobrze ,że pokazaliśmy się na tym hicie kolejki. 50 osób to liczba przyzwoita jak na nasze warunki ,choć przy odrobince lepszej organizacji mogło nas być ze 2-3 dychy więcej albo i nawet coś jeszcze. Kolejna bitwa banda na bandę odbyła się tegoż dnia. Szkoda ,że kosztem tak cennego życia jednego z kibiców. Nie ważne komu kibicował. Był kibicem ,był jednym z nas........ Hit kolejki stał się smutkiem kolejki. Parę dni po meczu robimy zrzutkę ,aby odwiedzić we Wrocławiu poszkodowanych kiboli. Nie będąc pewnym czy zostaniemy wpuszczeni i czy w ogóle kogoś zastaniemy decydujemy się na podróż. Akurat jak przyjechaliśmy nie było żadnego kibica. Wszyscy wypisani. Liczył się sam cel i dobre intencje.

11.10.2003 R (SOBOTA) GODZ. 17
EL. DO ME WĘGRY - POLSKA 1-2 (0-1)

Hm? Znów organizacja. Mieliśmy chętnych na busa. Jednak im było bliżej wyjazdu to topniała liczba chętnych na ten mecz. Jak przyszło co do czego zostało nas zaledwie 4! Czasu coraz mniej ,a i chęci stają się słabsze. Rzutem na taśmę kołujemy samochód. Tutaj też lipa ,bo ten nie ma paszportu, ten zielonej karty, temu nie chce się jechać, bo za daleko.... Dopiero we wtorek dostajemy cynk ,ze jest jakiś bus co pojedzie za 1000 zł!!! Szybka rozkmninka busa i już mamy transport!!! Na biegu też dokręciliśmy jeszcze 2 kiboli i w sześcioosobowym składzie umawiamy się na 20 w piątek w umówionym miejscu. Tutaj wychodzi mały zonk ,bo kierowca myślał ,że jest tam 700 km w jedna stronę ,a my przez "nieświadomkę" powiedzieliśmy ,że 800 km . Cena busa wzrosła do 1150. W dzień odjazdu same zgłaszają się jeszcze 2 osoby i w 8 typa opuszczamy Polskę tuż około 21 w piątek. Numer też był z paszportami ,bo 2 osoby nie miały własnych tylko swoich braciszków. Na przejściu polsko-czeskim w Boboszowie celnicy nie rozkminili nas. Na czesko-słowackiej celnicy oglądali gołe baby w internecie. Z kolei na słowacko-węgierskiej celnik węgierski spał i nawet nie zauważył jak przejechaliśmy!!! Po przejechaniu granicy węgierskiej na pierwszym lepszym postoju robimy przerwę około 3 godzinną ,aby troszkę się przespać. W samym Budapeszcie meldujemy się około 9 rano. Stadion znajdował się przy głównej drodze w stronę centrum. Nie trudno było go nie zauważyć. Tam zdzwaniamy się z kibolami Górnika ze Świdnicy ,którzy koczowali w Budapeszcie od 1 rano. Czas spędzamy na zwiedzaniu, a także na rozmowach z napotkanymi tego dnia kibolami z Polski. Na nas szczególnie zwracano uwagę ,gdyż jako jedni z nielicznych większość z nas miała klubowe barwy. Pod stadionem dołączają do nas 3 osoby z Wałbrzycha ,które przybyły stopem i pociągiem. W to miejsce pokierowali ich tam kibole z Jasła, którzy wcześniej rozpoznali nas po szalikach. Koło nas stała grupka około 10 fanów. Jak się okazało byli to fani z Dębicy spod znaku Igloopolu. Jeden miał barwy klubowe, ale na meczu już ich nie nosił. Tuż po 12 otworzyli kasy. Bilety były w cenie 2500 forintów, czyli w przybliżeniu na polskie około 50 zł. Były też droższe 3500 (na nasze 70 zł) ,ale te nas nie interesowały. Umawiamy się na 14 koło busa i po tej godzinie zbieramy się w celu wejścia na stadion. W międzyczasie szukaliśmy jakiś fajnej mety aby coś zjeść, poczty aby coś wysłać i w ogóle. Znaleźliśmy jakiegoś Chińczyka i za 460 forintów (około 9 zł) można było sobie kupić jakieś czikeny, trochę ryżu i bardzo pikantna sałatkę. Trzeba było przyznać ,że smakowało nam i nawet się najedliśmy. Piwo było w puszcze za 205 forintów (około 4 zł). Ogólnie ceny były bardzo podobne do tych panujących w Polsce. Niektóre rzeczy nieco tańsze, niektóre ciut droższe. Jedna z grupek spacerujących po mieście napotkała fanów z Oławy z którymi wymienili kilka zdań. Od 14 zbieramy się i tutaj mała niespodzianka... po drugiej stronie ulicy spotykamy fana Zawiszy Bydgoszcz, który swego czasu dość często odwiedzał Wałbrzych ,a obecnie mieszka we Wiedniu! Od razu zaczyna się pogawędka i picie browarów. Po 15 wchodzimy na stadion. Tam już siedziało trochę fanów z Polski. Wywieszamy narodówkę "Wałbrzych Polska" oraz "Polska Świdnica". Mieliśmy też flagę klubową ,lecz postanowiliśmy jej nie wywieszać. Powoli sektor się zapełniał. W sumie zapełniły się 3 sektory. Tuż po rozpoczęciu meczu na stadion wchodzi grupa hools Widzewa. Chodzą po całym naszym sektorze i coś lub kogoś szukają. Nikogo odpowiadającego nie znaleźli. W pewnym momencie zaczęli się schodzić 3 rzędy przed nami. Akurat ,że nasza ekipa (21 osób) miała w posiadaniu 6-7 szali klubowych zaczęli na nas spoglądać. Stojący u góry Widzewiacy coś tam zaczęli pokazywać w naszą stronę palcami co zapowiadało ,że dla nas robi się (nie)ciekawie. Po chwili RTS-iacy zdarli flagi jakiś wiosek i na sam przód dali swoją. Gdy tak coraz bardziej zaczęli nas obcinać zeszło się ich jeszcze parunastu. W pewnym momencie Widzewiak o dość pokaźnej posturze "J" ściągnął jednemu z nas kaszkiet Górnika i kazał nie nosić takiej szmaty po czym rzucił na ziemie. Natomiast do tych co mieli szale na wierzchu nic nie powiedział. Było to dość dziwne ,bo mógł to zrobić do każdego z nas. Wtedy mogli bez problemu nas zlać ,bo z identyfikacją kto my jesteśmy nawet ślepy by załapał. Asekuracyjnie część z nas kitra barwy za pazuchę i czeka na dalszy rozwój wydarzeń. Nie ma ukrywać ,ale w razie ewentualnie potyczki Widzew po nas by się przebiegł. ale szczęście nam sprzyjało ,bo w tym momencie pod stadion podjechała ekipa Legii z ziomkami. Na wieść o tym Widzew zostawia nas i bierze wcześniej rozwieszona flagę ,a następnie całą bandą zabiera się w stronę wyjścia w celu konfrontacji z legionistami. Psy skumały o co chodzi i dość dużymi siłami obstawiły wejścia i wyjścia z sektora nr 3 ( tam gdzie siedział Widzew no i m.in. my). Wszystkich Legionistów z ziokmami (około 110) umieścili do osobnego sektora. Po tym fakcie Widzew odsuwa wszystkich ludzi ,którzy przebywali w górnej części 3 sektora w celu ataku przez płot na Legię. Z płotu zostaje ściągnięta flaga Zawiszy i Igloopolu Dębica. Przymiarki na szturm trwały bardzo długo ,aż w końcu nic nie wyszło. Pod koniec meczu Widzew przekopał kilku fanów Zawiszy przy płocie graniczącym z Legią na co szybko powstali Warszawiacy, lecz obie strony po wyjaśnieniu sprawy nie ruszają na siebie. Obie grupy umówiły się na dym na trasie w drodze powrotnej, lecz nic nie wyszło. Mecz zakończył się wynikiem 1-2 dla Polski ,co przy porażce Szwecji nie dało nam możliwości gry w barażach. Sektor Polski był dobrze oflagowany. Po bramkach poszło kilkanaście rac m.in. kilka mieli kibole z Oławy. Polaków w Budapeszcie było na oko ze 3000. Może więcej może mniej. Węgrzy od strony hools nie pokazali nic w dosłownym znaczeniu tego słowa. O jakiś ewentualnych atakach na polskich kiboli nic nam nie wiadomo. Od strony ultras też słabo. Jedna świeca dymna, kilka słabiutkich flag. Teraz to co zapewne zainteresuje wszystkich statystyka liczbowa. Najwięcej było Widzewa Łódź 55 sztuk (Destroyers). Wspólnie z nimi trzymało się 18 fanów Lecha, 3 z Arki i 3 z Ruchu. Te ekipy stanowiły jedną grupę. Fanów Legii Warszawa było 50. Z nimi było Zagłębie Sosnowiec w 32, Stal Bielsko Biała w 18 i Olimpia Elbląg w 10. to były 2 najliczniejsze grupy sprzymierzeńców. Nas fanów Górnika Wałbrzych było 21 i co trzeba zaznaczyć jest to nasz historyczny rekord na mecz wyjazdowy kadry!!! Najwięcej do tej pory było nas na Wembley 18 osób. Z reszty ekip wiemy o obecności około 20 fanów z Oławy. Na pewno byli fani Igloopolu Dębica (około 10). Z naszych ustaleń wiemy o kilku fanach GKS-u Bełchatów, Górnika Zabrze, Radomiaka, Karpat Krosno (siedzieli nad nami w klubowych barwach), Zawiszy, GKS-u Jastrzębie, Rakowa, GKS-u Tychy, Włókniarza Częstochowa, Czarnych Jasło, Stali Mielec, 1 z Kotwicy Kołobrzeg. to są grupy o których wiemy na pewno. Z pewnością ktoś jeszcze był ,ale nie udało nam się tego ustalić, gdyż prawie każdy miał barwy narodowe przez co niczym nie wyróżniał się spośród tłumu. Po meczu przesiadujemy około 30 minut na stadionie ,aż rozejdą się miejscowi. Na końcu w obstawie psów wychodzi Legia z ziomkami. Nasz busik jedzie jeszcze na dobry gyros serwowany w okolicach dworca Budapeszt Keletti. Tam spotykamy 3 fanów Ruchu ,którzy siedzieli razem z Widzewem i Lechem. Jeden z nich pochodził z odległej o rzut beretem od Wałbrzycha Jedliny Zdr po czym przeprowadził się do Radlina. ale ten świat mały. Na dość przyjaznej rozmowie mija nam czas i musimy zabierać się do domu. Nasz kierowca pomylił drogi tak ,że wyjechaliśmy pod granice węgierską -austryjacką. Szybko nawracamy i dojeżdżamy na węgiersko- słowacką. Po autostradzie pędzimy jak burza. Tuż przed Brnem mamy awarię koła ,która szybko zostaje usunięta. W Polsce jedziemy przez Ząbkowice ,gdzie z naszego busa wysiadają 4 osoby, które przesiadują kilka godzin do rozpoczęcia naszego meczu w Ząbkowicach. W Wałbrzychu meldujemy się około 6 nad ranem. Z kolei osoby przybyłe stopem i pociągiem imprezują w Budapeszcie do dnia następnego z fanem Zawiszy. Dzięki napotkanym 2 kibolom z Polski (1 z Legii i 1 z Pogoni) wszyscy wracają do Polski samochodem w/w kiboli. Dzięki dla nich za to!!! Nasi kibole wysiadają w Krakowie skąd na kredytach bez problemu docierają do Wałbrzycha. Wyjazd na kadrę podobał się wszystkim. Nie wiemy tylko do tej pory o co chodziło jednemu z Widzewiaków. Być może mu się nudziło... Cieszymy się ,że mogliśmy oglądać zwycięstwo kadry, choć szkoda ,że nie dało nam to baraży ,a w nich czekała ...Turcja. W przyszłych eliminacjach do MŚ 2006 musimy przebić liczbę 21 osób na wyjeździe kadry! Nie sądzicie???????

18.10.2003r
ELANA TORUŃ - ZAWISZA BYDGOSZCZ

Na Zawiszę wybieramy się pociągiem w 5 osób. We Wrocku dosiada się Zagłębie Lubin w 18 osób z ekipy "OCB". W Poznaniu mieliśmy kontakt wzrokowy z Cracovią wracającą ze Szczecina. W Bydgoszczy czekają na nas fani Zetki, którzy zabierają nas do domu. Na miejscu zbiórki zbiera się rzesza fanów niebiesko - czarnych i wyruszamy na derby do miasta pierników. W trakcie pierwszej połowy nic godnego uwagi się nie dzieje. W przerwie meczu, po wcześniejszych konsultacjach postanawiamy wybiec po flagi miejscowych. Wyskakuje 4 z Górnika i około 8-10 z Zawiszy. Z dobiegnięciem do flag nie mamy najmniejszych problemów i zrywamy całą jedną flagę, a Zawisza dwie połówki. Zdobyta fane zostawiamy w Bydgoszczy. Po ostatnim gwizdku sędziego Elana próbuje wjechać z bramą na murawę, ale psy wraz z ochroną nie pozwalają im na to. Na tym kończą się atrakcje dotyczące tego meczu. Po powrocie do Bydgoszczy w jednym z barów odbyła się konkretna libacja, w której uczestniczyły obecne na meczu zgody, Zawiszy, czyli GKS Jastrzębie, Zagłębie Lubin i my. ŁKS pojechał wcześniej do Łodzi. Na koniec wielkie dzięki fanom Zawiszy za super gościnę.

19.10.2003 R (NIEDZIELA) GODZ.11
GÓRNIK WAŁBRZYCH - PIŁAWIANKA PIŁAWA GÓRNA 5-3 (3-1)

Górnik ciągle liderem. Utworzyliśmy tego dnia około 50 osobowy młyn wyposażony w kilka flag. Fajna zabawa.

26.10.2003 R (NIEDZIELA) GODZ. 11
GÓRNIK WAŁBRZYCH - TROJAN LĄDEK ZDRÓJ 2-1 (1-0)

Mecz miał być rozgrywany w Lądku ,lecz psiarnia nie dopuściła stadionu do meczu ,gdyż nie spełniał wymogów. Tak więc panowie na wiosnę 04 mamy na pewno 3 wyjazdy pod rząd! No chyba 3, bo może być też taki bajer ,iż Lądek po raz drugi do nas przyjedzie. Tego dnia wspomagali nas ziomkowie. W sobotę do Wałbrzycha dotarło 4 fanatyków Zawiszy Bydgoszcz, natomiast w nocy z soboty na niedzielę przybyło 5 fanów Slavii Praga. W sobotę 2 Zawiszaków urzędowało na baletach w "Cegiełce" ,a 2 innych na imprezie domowej. Fanatycy Slavii także byli goszczeni na wolnej chacie jednego z fanów Górnika. W dniu meczu utworzyliśmy około 60-70 osobowy młyn. Mieliśmy 2 flagi plus flagę Slavii "BRIGATE 97". Poszło kilkanaście petard i innej raczej drobnej pirotechniki. W 2 połowie po stracie bramki na przeciwległej trybunie z tego tytułu zaczęło cieszyć się 2 zgredów. Od razu zostali szybko obici przez siedzących niedaleko zwolenników Górnika. Troszkę niepotrzebnie widząc wir na drugiej stronie pobiegła część z nas dokładając swoje 3 grosze, ale już trudno. Po tym meczu na stronie internetowej Polonii Bystrzyca Kłodzka "wielcy hools" Trojana strasznie nas wyzywali od różnych zarzucając niehonorowe postępowanie np. to ,że sędziowie boją się sędziować w Wałbrzychu przez nas oraz mieli (w sumie słuszne) pretensje o obicie 2 zgredów. Za ten incydent klub dostał 500 z kary ,a dziadki złożyły donos na psiarnie o pobicie. Na szczęście nie ma i miejmy nadzieję winnych nie znajdą.

02.11.2003 R (NIEDZIELA) GODZ. 11
GÓRNIK WAŁBRZYCH - VICTORIA ŚWIEBODZICE 0-0

Mecz z Victoria był szlagierem ligi okręgowej. Przyciągnął on sporo ludzi ,bo gdzieś z tysiączek był. Młyn liczył w granicach 70-80 osób. Do tego sporo osób porozrzucanych po całym stadionie. Trochę ludzi przybyło także ze Świebodzic. Byli to aktywni kiedyś fanatycy Górnika. Część była w szalikach Victorii, kilku w Górnika. Na oko z 20 typa. Pojawiła się także psiarnia w dość sporej liczbie jak na taki mecz. Przed meczem spisywali część młodzieżowców wchodzących na stadion. Wlepiano także mandaty za spożywanie alkoholu. HWDP.

08.11.2003 R (SOBOTA) GODZ. 14
SPARTA ZIĘBICE - GÓRNIK WAŁBRZYCH 0-0

Do Ziębic pocisnęliśmy autokarem. Było tam równo 35 kibiców. W samych Ziębicach byliśmy na kilkanaście minut przed meczem. Tuż przed docelowym miejscem łapie nas drogówka. Od tej pory trzeba jechać za tymi pajacami. Pod stadionem czeka trochę psów. Małe spisywanko i wszyscy gratisowo wchodzą na stadion. W międzyczasie dojeżdżają kibole ze Świdnicy autem oraz 1 kibol pociągiem. Tego dnia wywieszamy flagę TYLKO GÓRNIK i 2 inne. Co do miejscowych to nie było żadnego bynajmniej oficjalnie. Po meczu bez przygód opuszczamy Ziębice. Na jednej z wiosek urządzamy promocję. Na odstrzał idzie mały sklepik skąd wynosimy 2 zgrzewki coca coli, karton Grześków i inne ciekawe rzeczy. Sprzedawca przyciął jak wynosiliśmy 1 zgrzewką coli i chciał dzwonić po psy ,lecz gdy mu zwrócono zgubę zaprzestał. W Wałbrzychu meldujemy się około 18.

16.11.2003 R (NIEDZIELA) GODZ. 11
GÓRNIK WAŁBRZYCH - AKROPOL WAŁBRZYCH 1-0 (1-0)

Przygotowania do tego meczu zaczęły się wcześniej. Zapowiadały się zgody. Miało być po klika osób z Arki i Gwardii. Mieli przybyć także Czesi. Ostatecznie nie wspomagał nas żaden ziomal. W sobotę dotarły do nas race i rzutem na taśmę zostały odebrane z poczty. W międzyczasie część osób wzięła się za robienie flag na kijach. Wszystko prawie się udało ,ale nie zdążyliśmy zamontować ich na kije.... Na ostatnim meczu u siebie z Victorią frekwencja dopisała więc każdy z nas myślał ,że teraz też będzie dobrze. i w sumie nie pomyliliśmy się. Na meczu było jakieś 1500 widzów. Młyn był największy od ostatnich kilku dobrych latek. Liczył około 200 osób!!! i co najważniejsze był prowadzony z efektami! Rozwiesiliśmy wszystkie nasze flagi włącznie z tymi których już dawno nie było na obiekcie. czy ktoś pamięta dużą (wysoka ze 3 metry długa kilkanaście) flagę z Podzamcza ,która kiedyś wisiała na Śląsku w 98? Tak panowie-flaga kilka lat leżała w komórce. ale wszystko do czasu. Wywieszone było wszystko co możliwe oprócz najdłuższej ,gdyż znajduje się w Koszalinie. Utworzyliśmy młyn na łuku i chyba jest to najlepsze miejsce. Doping był średni choć mógłby być lepszy. Na początku odpaliliśmy około 30 wulkaników. Bardzo fajny efekt tych drobnych materiałów pirotechnicznych. Na początku 2 połowy rzuciliśmy sporo serpentyn oraz kolorowe papierki. Dalej urządzono coś lepszego. Mieliśmy w wyposażeniu 15 rac. 10 osób z tymi racami usiadło na płocie ,a 5 stało nad młynem. Następnie unieśliśmy w górę białe i niebieskie pasy materiału. W górę poszedł styropianowy napis (białe i niebieskie litery) KS GÓRNIK. Wyglądało to pięknie. Efekt przybrał rumieńców ,gdy odpalone zostały wszystkie race jednocześnie. Nasi fotoreporterzy latali jak szaleniJ. Szkoda tylko ,że podczas odpalania jednemu z nas oderwał się kawałek rozpalonej racy i spadł na sam dół flagi TYLKO GÓRNIK ,która zaczęła się palić! Na szczęście szybko ugaszono pożar. Była to w tej chwili najlepsza prezentacja w historii naszego młyna. Na spokojnie o kilka razy przebiliśmy tym wyczynem nasz młyn z Chrobrego w 99. No jedynie liczbowo wtedy było nas więcej ( bo około 350) ,ale ultrasowsko to teraz nr 1. Zdjęcia z pewnością będą się nadawać na wysyłkę w Polskę oraz do TMK ,gdzie na pewno zostaną podesłane. Na derbach pokazały się niemal wszystkie fan cluby. Te aktywne i te mniej aktywne. Jak zwykle byli kibole ze Świdnicy oraz Jaworzyny. Były 2 osoby z Jedliny Zdr. Do tego doszło około 10 fanów ze Świebodzic. Pojawili się fani Spartakusa w 3 osoby plus flaga. Kibole z Jelonki mieli także swój wkład w oprawę meczu. Był jedyny i w sumie najwierniejszy fanatyk Górnika z Kamiennej Góry jak również 1 kibol z odległej o 100 km od Wałbrzycha Kudowy Zdr. Tak więc mecz wywołał spore zainteresowanie nie tylko w Wałbrzychu. Po wygranym meczu wszyscy piłkarze dziękują nam za doping przebijając "5". Dzięki porażce Victorii w Pszennie objęliśmy fotel lidera. W momencie zdejmowania flag podszedł do nas prezes klubu Zibrow i dziękował nam za doping. Był bardzo z nas zadowolony ,że takiej atmosfery jeszcze nie widział. Tym samym chciał się odwdzięczyć nam jakoś i obiecał ,że w ciągu 2 tygodni zwróci nam koszty odpalonych rac na tym meczu w kwocie 300 zł. Po meczu w kilkadziesiąt osób udajemy się pod areszt na lipo do naszego kibola ,który od kilku dni widzi świat przez kraty. Pośpiewaliśmy mu troszkę jednocześnie wyzywając policję! "Rudy" bardzo ucieszył się z odwiedzin i sam podkręcił kilka tekstówJ. HWDP!

19.11.2003 R (ŚRODA)
U - 21 POLSKA - BIAŁORUŚ 0-4

Sezon się skończył więc postanowiliśmy wybrać się na młodzieżówkę do Wronek. Naszą podróż zaplanowaliśmy na 8 rana na dworcu. Po zaopatrzeniu się w browary ruszamy w drogę. Cała podróż mija na spożywaniu alkoholu. Po dojechaniu do Poznania okazuje się, że nasz pociąg ,który rzekomo miał być skomunikowany już odjechał. Na dworcu spotykamy fana Lecha, który także spóźnił się na pociąg. Po dojechaniu do Wronek udajemy się na stadion z myślą wbicia się przez płot. Nie było to trudne jednak ochrona nas rozkminiła i trzeba było zrobić powrót za bramę. Wraz z fanem Lecha kierujemy się w stronę wejścia dla "Vipów". Okazuje się ,że na drodze stanął na jeszcze 1 płot, który szybko zostaje pokonany. Przy samej bramie stoi 1 ochroniarz i widząc nas z daleko otwiera bramę!!! Dotarliśmy na stadion w przerwie meczu i po chwili rozwieszamy narodówkę "Wałbrzych Polska". Na stadionie rozdzielamy się z gościem z Lecha, który udał się do swoich kolegów będących już wcześniej na obiekcie. Rozwieszanie flagi przyciągnęło całej trybunie bardzo dużo śmiechu. Najebani spadamy z płotu na murawę i nie możemy wrócić na trybunę, ponieważ płot okazał się zbyt trudny do pokonania. W końcu udaje nam się wrócić na sektor w stylu podaj strażaka. Mecz nudny, ale bardzo dobrze pokazali się przyjezdni (kilka flag, bębny, świeca dymna, flagi na kijach). Z tego co wiemy na stadionie oprócz fanów Lecha i nas nie było żadnej ekipy. No na pewno kilku z Amiki ,ale mniejsza o to. Po meczu podchodzimy pod sektor gości (ich 2-3 autokary). Następnie udajemy się na dworzec gdzie znów spotykamy kibola Lecha wraz z kumplami. Do Poznania wspólnie podróżujemy ,a następnie się rozłączamy (my na Wałbrzych ,a oni wiadomo do domu). Z Poznania był akurat bezpośredni pociąg na Wałbrzych w którym meldujemy się 7 rano. Podsumowując wyjazd fajny, atmosfera i gra Polaków chujowa. Lepiej pokazali się kibice z Białorusi niż my.

23.11.2003 R (NIEDZIELA) GODZ.12
PP ALTRA SZCZAWNO ZDRÓJ - GÓRNIK WAŁBRZYCH 0-1 (0-1)

Na ten PP każdy dojechał jak chciał ,gdyż Szczawno to takie małe miasteczko przyłączone do Wałbrzycha, które możemy traktować jako dzielnicę Wałbrzycha. W sumie pojawiło się nas jakoś ponad 100. Cieszy fakt, że pojawia się bardzo dużo nowych twarzy i przede wszystkim młodych! W końcu karuzela zaczyna się kręcić. Dobrze ,że jest jakiś napływ świeżej krwi.

30.11.2003 R (NIEDZIELA) GODZ.11
PP GÓRNIK WAŁBRZYCH - AKROPOL WAŁBRZYCH 6-2 (1-1)

I znowu derby z Akropolem... Tym razem nasi grajkowi rozgromili Akropol, choć to najniższa kara jaka ich spotkała. Były 3 poprzeczki, 1 słupek, raz na pustą nie trafili i kilka innych... Mamy spory potencjał w młodych zawodnikach. My dopiero pod koniec meczu zebraliśmy się w kilkadziesiąt osób i troszkę dopingowaliśmy. Zawisła jedna mała flaga. Po meczu przyszedł prezes Zibrow i dał nam 150 zł za odpalone race dwa tygodnie wcześniej ,a resztę kasy ma donieść przy najbliższej okazji.

strona główna | forum | Opisy wyjazdów