OPISY WYJAZDÓW:


20.08.2005 godz 17 (wtorek)
PP Dozamet Nowa Sól-GÓRNIK WAŁBRZYCH 2-0 (0-0)

Wkońcu trafił nam się rywal który wydawało się że ma jakąś tam kumatą grupę kibiców. Zbiórkę zorganizowaliśmy odpowiednio wcześniej żeby ocenić nasze możliwości wyjazdowe tego dnia. Zamówiony autokar okazał się w pełni wystarczający. Zebrało się nas jakoś 45 w tym 6 z Zawiszy. Skład był dość przyzwoity. Podroż minęła nam bez przygód. Warto zaznaczyć że na miejscu zbiorki nie było psów co bardzo nas zaskoczyło w sensie pozytywnym. W Nowej Soli na rogatkach też pustki więc wjeżdżamy sami do miasta. Wkońcu dojechaliśmy do jakiegoś CPNu i okazuje się że stadion jest na pieszo całkiem niedaleko. Pada decyzja iż podejdziemy sobie na obiekt przez pobliskie osiedle :). Tam cisza. Dopiero przed stadionem “przyczepiły się” do nas 2 radiowozy psiaków. Nie na długo gdyż momentalnie przeskakujemy ogrodzenie i już podążamy w stronę trybun. Tam zdziwiliśmy się gdyż nie było żadnej zorganizowanej grupy która może rzucać się w oko ani żadnych flag! Po chwili okazuje się iż na murawę wyskoczyło kilku miejscowych desperado chcących z nami się sprawdzić . Z daleka wyglądało to troszkę komicznie gdyż kilka osób odciągało takiego 1 największego aby nie biegł do nas. Chłopak źle zrobił że kolegów nie posłuchał i na tak upragnione spotkanie z nami wyskakuje ze 25 osób przez niziutki plotek. Efekt to obicie “Łysego” z kumplami i ogólne pogonienie miejscowych . Potem przesuwamy się w stronę klatki bo sędzia nie chciał meczu rozpocząć. Wywieszamy 1 flagę. Dalej już nic się nie dzieje. W trakcie dogrywki 2 z nas wyszło do sklepu. Ten fakt przyuważyli miejscowi i ruszyli w osiedle. Z daleka ujrzeliśmy jak nasza 2 ma starcie z ok.10-12 osobowa grupa miejscowych. Z prędkością Bena Jonsona opuszczamy zajmowane miejsca i biegniemy z pomocą. Gdy dobiegliśmy do płotów miejscowi się rozproszyli oraz szybko wjechała psiarnia ,której pod koniec meczu nazjeżdżało się troszkę. Nasi fani zarobili 1 kopniaka ,a poza tym nic więcej się nie stało. Psy zwinęły 2 fanów Dozametu w tym naszego milusińskiego “Łysego”. Nasz Górnik grał ambitnie lecz po dogrywce gdzie wyraźnie zabrakło sił stracił 2 bramki. Trudno się mówi. Po meczu piłkarze dziękują nam za doping i na sygnałach wyjeżdżamy z Nowej Soli. Psiaki zmieniały się całą drogę co większe miasta. W Legnicy za rondem widzimy w chuj psów które każą nam zjechać na pobliski zajazd (parking). W tym momencie dostajemy telefon od Miedzi z zapytaniem kiedy wracamy ,gdyż teraz Stal Bielsko wraca ze Zgorzelca w 37 plus 20 Miedzi i właśnie 3 minuty temu wjechali do Legnicy. Jasne już było że psy wyczuły temat iż w przypadku naszego zetknięcia się na trasie może być wesoło. Po kilku minutach jak było pewne że Stal wyjechała puszczono nas w drogę powrotną. W Wałbrzychu pojawiamy się ok.21. Wyjazd fajny i ciekawy. Niech żałuje ten kto nie był. Wkońcu po zastoju jaki zapanował po aresztowaniach bardzo aktywnych fanatyków Górnika (za Oleśnice) coś ruszyło się z wyjazdami. Odnośnie fanów Dozametu to nie oczekiwaliśmy cudów na kiju ,ale na pewno liczyliśmy na coś więcej niż nam pokazali. Dziękujemy ziomkom z Zawiszy Bydgoszcz za wspomaganie nas w Nowej Soli.

10.08.05 r godz. 17 (środa)
Prochowiczanka Prochowice - GORNIK WAŁBRZYCH 2-2

Zbiórka odpowiednio wcześniej w umówionym miejscu. Zebrało się nas niewiele ponad 20 osób. Została zapożyczona kasa na zapłatę autokaru. Od Wałbrzycha eskorta aż pod stadion. Po drodze zabieramy kolejne osoby oraz dołącza się do nas 1 samochód. W sumie pojawiło się nas 33 osoby. W czasie meczu pojawia się jakiś typek z Miedzi i mówi że za dużo psów itd. Że jest ich 30 w Legnicy i że niby obserwowali nas od Wałbrzycha (ehheh szkoda że nasze czujne oczy na takie widoki niczego nie widziały). I tym wesołym akcentem zakończyły się nasze wrażenia z Prochowic.

20.08.2005r godz. 17
Piast Nowa Ruda- GÓRNIK WAŁBRZYCH 1-3

Do Nowej Rudy wybraliśmy się przepełnionym autokarem fajnej załogi. W sumie 62 osoby. Kierowca za nadwyżkę ludzi w autokarze dostał 100 zł mandatu. Na miejscu w chuj psów. Mecz oglądamy spod stadionu gdyż odmówiliśmy kupna biletów. Na murze wywieszamy flagę i dopingujemy. Miejscowych oficjalnie nie stwierdzono (byli na meczu Widzew - Śląsk w prawie 30 osób!). Po meczu 2 z nas się odłączyło i w ręce wpadł im szalik oraz koszulka.

27.08.2005 godz. 17
GÓRNIK WAŁBRZYCH – BKS Bolesławiec 2-2

Już wcześniej było wiadomo ,że zjawią się przyjezdni. W tamtym roku załatwiliśmy im wjazd darmowy. W tym już przechwyciliśmy ich na trasie kilkadziesiąt km przed Wałbrzychem i bocznymi drogami dostarczyliśmy na stadion. Stworzyliśmy też kilkudziesięciu osobowy młyn który cienko dopingował ,a nawet niekiedy 20 przyjezdnych (z flagą ) była głośniejsza od nas. Po meczu jak się okazało na BKS-iaków ochotę mieli fanatycy Śląska Wrocław ,którzy w 37 osób pofatygowali się przywitać kibiców BKS-u w .......Bolesławcu. Do niczego nie doszło ,gdyż na miejsce postoju Wrocławian podjechały psy ,które prawdopodobnie oczekiwały na przyjazd fanów BKS-u.

03.09.2005 r godz. 13
Motobi Kąty Wrocławskie - GÓRNIK WAŁBRZYCH 0-0

Wyjazd pociągiem. Łącznie uzbierało się nas około 50 osób. Po przebojach z kanarem i sokistami docieramy na mecz w trakcie 1 połowy. Śląsk grał następnego dnia w Gdańsku i wiadome jest ,że na taki mecz w okresie letnim zwłaszcza ludzie zjeżdżają się dużo wcześniej. Cisza i spokój.

10.09.2005 godz. 16
Moto Jelcz Oława – GÓRNIK WAŁBRZYCH 1-0

Od kilku już lat działacze z Oławy są wręcz posrani aby nas przyjąć na stadion choć w międzyczasie gościli w Oławie kibice wrogich drużyn. Wobec zakazu nie organizujemy żadnej wycieczki. W ciemno pojechał 1 fan i 1 fanka. Mieli nawet okazje zamienić kilka zdań z miejscowymi po wcześniejszym przedstawieniu swojej przynależności klubowej.

17.09.2005r SOBOTA
ŁUŻYCE LUBAŃ - GÓRNIK WAŁBRZYCH 2-1

Na ten mecz wybieraliśmy się busami. W umówionym miejscu stawiło się nas 16+1 Gwardia Koszalin i w takim składzie ruszyliśmy w drogę. Niestety od samego Wałbrzycha mamy "ogon", który zmienia się co większą mieścinę. Podróż jak zawsze zakrapiana i bardzo monotonna. Do Lubania dojeżdżamy oczywiście spóźnieni (to już jest chyba nasza specjalność). Wjeżdżamy w około 10 minucie meczu. Na miejscu czekają już na nas fani Górnika (4), którzy przyjechali innym busem, 1 fan Górnika z Wrocławia, który przyjechał pociągiem i 2 fanów Spartakusa Jelenia Góra. Razem na sektorze jest nas więc 24, no chyba, że kogoś ominąłem. Wchodząc na stadion ochrona z psiarnią w sumie nie robią żadnych problemów, więc zajmujemy sobie sektor, na którym nie powinniśmy siedzieć. Kilka głośniejszych słów i nikt nas nie wygania. Pogoda przejebana- pada deszcz, ale jedziemy z dopingiem (oczywiście na miarę naszych możliwości liczbowych ). Na płocie zawieszamy naszą największą flagę jaką mamy "GÓRNIK WAŁBRZYCH - fc Szczawno Zdrój". W przerwie meczu około 10 osób idzie na "miasto" na zakupy i promocje, które wychodzą dość słabo, ale zawsze coś tam było. Druga część meczu to już lepszy doping jednak nasi piłkarze nieoczekiwanie przegrywają. Po meczu piłkarze dziękują nam za doping a my im za grę i pora wracać do domu. Pakujemy się do busów i jedziemy spokojnie aż do jakiejś mieściny przed Jelenią Górą. Tam zostajemy zatrzymani przez pieski (przez cały czas jadą z nami na sygnałach) i musimy czekać ponieważ podobno w Jeleniej Górze czekają na nas miejscowi. Po krótkiej chwili jednak jedziemy dalej, jak się później okazuje nie normalną drogą przez Jelenią tylko jakimiś wioskami. Jelenią zwiedzamy dopiero na wylocie, więc miejscowi i tak nic nie mogli zdziałać. Dalej powrót spokojny-dzwonią jeszcze do nas fani Karkonoszy, którzy z oburzeniem oznajmiają nam, że unikamy konfrontacji .Jak się później okazało było ich około 30 więc na pewno byłoby ciekawie. To chyba tyle odnośnie tego "wyjazdu". W Wałbrzychu meldujemy się około 20.

27.09.2005r ŚRODA godz. 16:00
SPARTA ŚWIDNICA - GÓRNIK WAŁBRZYCH 3-0

Początkowo mecz ten miał odbyć się w bardziej odpowiednim terminie, jakim była sobota 24 września. Mecz jednak przełożono z uwagi na...WYBORY Do Świdnicy jak zawsze każdy wybierał się na własną rękę. Jak zawsze były busy podmiejskie, samochody i chyba ktoś pociągiem. Nie powtórzyła się tym razem sytuacja, kiedy połowa z nas miała problemy z psami i siedziała w "klatce", a druga połowa na zwykłej trybunie. Tym razem wszyscy siedzieliśmy na trybunce miejscowych. Łącznie na tym spotkaniu było nas może około 50, co jest wynikiem bardzo kiepskim wliczając odległość jaką mamy do Świdnicy. Jedynym usprawiedliwieniem tej liczby może być fakt, że był to środek tygodnia. Na meczu są z nami także fani Polonii Świdnica z trzema swoimi flagami. Na płocie wisi także jedno nasze płótno -"GODS OF WAR". Na tym spotkaniu nie prowadzimy żadnego dopingu, jest to spowodowane słabą postawą w rozgrywkach naszego zespołu. Winnym temu jest szkoleniowiec naszej drużyny. Po popisach naszych piłkarzy, którzy chyba nawet ani razu w całym meczu nie oddali strzału na bramkę rywala wszyscy "zadowoleni" z wyniku wracamy do domu. Parę osób odwiedza jeszcze kolesia, który z przyczyn niezależnych od niego musi siedzieć w miejscu odosobnienia. W tym miejscu powinno być jakieś podsumowanie tego meczu, jednak go nie ma z przyczyn wiadomych-nie ma czego podsumowywać

01.10.2005 r. SOBOTA GODZ. 18:30
GKS KATOWICE - GKS TYCHY 4-1

Na mecz przyjaciół do Tych wybieraliśmy się pociągiem. Drogę zaczęliśmy w sobotę o 7 rano z dworca miasto. Po zakupieniu biletu i napojów wyskokowych niezbędnych do takiej podróży ruszyliśmy w drogę. W Tym pociągu jedzie nas 4 osoby plus 1 dziewczyna. Po drodze nie mieliśmy w sumie żadnych problemów. Zdarzył się jednak mały incydent. W Kędzierzynie Koźlu mieliśmy trochę lipę z psami i SOK-istami. Dwie osoby muszą więc przebywać w ich budzie-reszta od nas w tym czasie jedzie dalej ale dzwonimy do nich i czekają na nas w Zabrzu. My po wyjściu z psów (SOK-ów) udajemy się na dworzec. Po chwili w tunelu następuje atak. Idzie nas dwóch a z tyłu atakuje nas około 10 gości z okrzykiem Chemik. Akcja na tyle wkurwiająca, że i tak mieli przewagę liczebną, a nie dali nam szans obrony bo zaatakowali z tyłu. Chwilę po nas skaczą i kopią na dworcu, po czym się zawijają bo wjechały SOK-i i psy. Po wszystkim wsiadamy w pociąg i jedziemy dalej do Tychów. W Zabrzu czeka na nas jednak tylko 1 koleś i koleżanka. Jak się okazało jeden koleś od nas tak się nakurwił, że chciał jechać dalej i pojechał – kilka razy zaciągał hamulec w różnych pociągach aż wreszcie spotkaliśmy go na jakiejś stacji za Katowicami. Patrząc na niego mieliśmy wrażenie, że im mniej piję tym bardziej jest najebany więc do końca już nie pijemy. Wjeżdżając na stację Tychy widzimy zbierających się już fanów GKS-u. W tej chwili było ich około 800. Razem z nimi są już wszystkie ich zgody. Jest Cracovia, ŁKS, Sandecja, Zawisza oraz jeszcze cztery osoby od nas, które przyjechały wcześniej. Czekając na pociąg widzimy wciąż schodzących się kibiców. Ostatecznie jest nas około 1200-1500. Pociągiem jedziemy do Katowic, a stamtąd gdzieś jeszcze pociągiem, tak że wychodzimy bliżej stadionu. Gdzieś w drodze trafione zostają jeszcze 2 szaliki GKS-y, które płoną na stadionie. Jeszcze tylko przejście paru metrów i już jesteśmy pod stadionem. Dla tych, którzy tak jak my nie mieli jeszcze biletów uruchomiona została w przyczepie campingowej dodatkowa kasa. Sprzedawczyni była jakaś nawiedzona więc próbujemy przewrócić ja razem z przyczepką. Kupa śmiechu, jednak i ona nie pozostała nam dłużna i napierdalała nas „sprzętem” w postaci jakichś szczotek itp. Po zakupieniu biletów czekamy na możliwość wejścia na stadion. Szło to bardzo opornie, gdyż wejście jest tylko jedno a nas było w chuj. Gdy już dochodzimy do bramki ruszamy w ochronę i kilkanaście osób wbija się za free. Lekkie trzepanie przez psy i już zajmujemy miejsce na sektorze. Łącznie jest nas jak na moje oko 1200-1500. Szczerze pisząc to dla mnie ta liczba jest ciężka do oszacowania, gdyż nigdy nie byłem w takiej liczbie na wyjeździe. Na płocie pojawiają się już pierwsze płótna. Fani z Tychów wieszają „BANDYCKIE ŻYCIE GKS TYCHY” i „CHULIGANI MIASTA SYPIALNI”. Wiszą także flagi przyjaciół „ŁKS”, „SĄCZERSI” Sandecji i „JUDE GANG” Cracovii. Od początku spotkania Tyscy zaczynają się bawić w ultrasowanie co wychodzi im naprawdę zajebiście-niezliczone ilości rac, stroboskopów, świec dymnych, kartoniki z napisem GKS, flagi na drzewcach, sektorówka z herbem. Wszystkiego było tyle, że ciężko zliczyć i nie będę tutaj pisał, co i kiedy było robione z oprawy, bo to można zobaczyć na fotkach. Kibiców z Katowic na tym spotkaniu cały „blaszok”- nie wiem ile dokładnie ale dużo . Jest z nimi Banik Ostrava i Dynamo Drezno, którzy zaznaczają swoją obecność swoimi flagami. Nieźle pod tym względem pokazuje się też Katowicki GKS. Mają chorągiewki, minisektorówki z herbami Banika i GKS-u, kartoniki w barwach, race, świece, stroboskopy. Katowice robią jedną konkretną prezentację składającą się z podwieszanych z dachu „blaszoka” foliowych napisów, tworzących w całości napis „TO MY HANYSY Z GIEKSY”, który jednak z naszego sektora nie był zbyt widoczny. Prezentacji tej towarzyszą race, świece i petardy świetlne, które podświetliły całe niebo. Ogólnie obie ekipy zaprezentowały się naprawdę zajebiście. Moim zdaniem pod względem ultras plus dla GKS-u Tychy, jednak jeśli chodzi o doping to GKS Katowice pobili na głowę. W drugiej połowie coś się zaczęło dziać z lewej strony naszego sektora. Nie widziałem dokładnie ale z tego co wiem to GKS-a przewróciła płotek buforowy i coś tam chciała dymić. Po chwili zaczyna się z naszej strony próba obalenia płotu, jednak wszystko przerywa psiarnia. Wjeżdża polewaczka. Kto był na dole na biegu zrywa flagi. Zostają też oblani i trochę psiarnia sobie postrzelała. Wszyscy ewakuują się na górę sektora. Nieliczni zostają na dole i jeszcze trochę wkurwij polewających, którzy leją wodę jak pojebani. Katowice w tym czasie wybiegają ze swojego sektora w około 50 osób, jednak szybko zostają spacyfikowani przez psiarnię, która strzela do nich z gumek z 2 metrów. Cały wirek trwa około 15 minut, jednak psy cały czas stoją na murawie. W tym czasie z naszego sektora w psiarnie leci wszystko co jest pod ręką-od kamieni po race, Strobo itp. zostaje wyrwanych też kilka krzesełek. Razem z GKS-ą śpiewamy piosenki antypolicyjne i do końca meczu już jest spokój. Po meczu stoimy jeszcze trochę na sektorze, po czym udajemy się na pociąg powrotny do Tych. Po drodze na jakiejś stacji odłącza się ŁKS, który wraca do Łodzi, a my idziemy na jakąś inną stację. Psiarnia nas trochę pogania i napierdala idących z tyłu. Prowokują nas całą drogę. Na dworcu już czeka na nas pociąg i po pół godzinie dojeżdżamy do Tych. Jeszcze na dworcu tyszanie atakują kamieniami psiarnie. Psiarnia otwiera ogień z gładkolufowej i mała bieganina z psami przenosi się na ulice. Po kilku minutach jest już jednak spokój. Wszyscy z Wałbrzycha zostajemy zawiezieni na „Manhattan”, gdzie imprezujemy do 2-3 rano. Później wszyscy oprócz dwóch osób udajemy się na nasz pociąg, wiozący nas do domu. Na dworcu jeszcze wojna z kloszardami, którzy nie mieli z nami miłego spotkania. Zmęczeni jak chuj w pociągu od razu walimy w kimę. W Wałbrzychu jesteśmy około południa i w tym momencie kończy się ten zajebisty wyjazd. Podsumowując cały wyjazd to było naprawdę zajebiście. Niech żałują ci, którzy nie pojechali. Chcieliśmy się pokazać na tym meczu, jednak nam nie wyszło – braliśmy jednak udział w próbie obalenia płotu i „utarczek” z polewaczką . W TYM MIEJSCU CHCIAŁBYM PODZIĘKOWAĆ WSZYSTKIM TYSZANOM Z "MANHATTANU", A W SZCZEGÓLNOŚCI "GRZELASOWI" I "KRZYŚKOWI" ZA SUPER PRZYJĘCIE.POZDRAWIAM

PUCHAR POLSKI 04.10.2005r WTOREK GODZ. 15:30
Czarni Wałbrzych – GÓRNIK WAŁBRZYCH 0-1 (0-1)

Na ten puchar w sumie wybieraliśmy się na własną rękę, gdyż stadion czarnych znajduje się jak wiadomo na Piaskowej Górze – dzielnicy Wałbrzycha. Zbiórkę jednak ustaliliśmy w parku obok przystanku. Jak się jednak okazało na zbiórce zjawiło się około 20 osób, a reszta sama doszła na stadion. Wchodząc na obiekt jacyś dziwni działacze chcą jakieś pieniądze jednak są odesłani z kwitkiem i wbijamy się za free. Na stadionie nas, kibiców Górnika razem około 70, jednak tylko 40 w młynie. Na stadionie wieszamy 3 swoje flagi „GÓRNIK WAŁBRZYCH – fc Szczawno Zdrój”, „WIELKI GÓRNIK”, nową „BIAŁO NIEBIESCY” oraz czarną z celtykiem. Nasz doping jeśli w ogóle istniał to tylko przez parę chwil, lub po zdobyciu bramki. Na początku meczu z naszego sektora leci sporo serpentyn oraz konfetti, co daje średni efekt. Na to spotkanie była także przygotowana mała prezentacja pirotechniki, na którą składały się wulkaniki małe i duże, petardy hukowe oraz jakieś inne drobne materiały pirotechniczne. Jest także „sektorówka”, którą tworzy zabytkowa już flaga fanów z podzamcza „GÓRNIK WAŁBRZYCH”. Są także flagi na kijach, transparenty i chorągiewki, które razem dają nawet fajny efekt. Trzeba zaznaczyć, iż całą oprawą, a także organizacją tego spotkania zajęli się młodzi fanatycy Górnika. Nasi piłkarze wygrywają to spotkanie i przechodzą dalej w pucharze. Po meczu dziękują nam za doping, a my im za grę i każdy zawija do domu. Podsumowując to nasza liczba była fatalna jak na spotkanie w Wałbrzychu, ale takie są teraz realia.

07.10.2005r PIĄTEK GODZ. 16:00
Nysa Zgorzelec - GÓRNIK WAŁBRZYCH 1-2 (1-1)

Stadion był zamknięty dla publiczności, jednak n ten mecz wybraliśmy się w 5 osób. Psy w Wałbrzychu czekają czy może ktoś z nas będzie jechał od godziny 12!!! Nie jedziemy jednak zorganizowaną ekipą bo wiemy, że i tak nas nie wpuszczą. Jedna osoba z fc Wrocław dojeżdża koleją, a później PKS-em i jest od początku spotkania. My we 4 jedziemy z Wałbrzycha samochodem. Nasza podróż zaczyna się o 14 i praktycznie powinniśmy zdążyć na początek meczu, jednak jak się później okazało korki itp. nie pozwoliły nam dojechać nawet na pierwszą połowę. Jeden z naszych fanów, który dojechał najwcześniej dzwoni do nas i mówi, że będzie lipa z wejściem, ponieważ psy nikogo nie wpuszczają. On podał się za działacza Górnika i wszedł z piłkarzami. My zaraz po dojechaniu na miejsce próbujemy wejść głównym wejściem, jednak ta sztuka nam się nie udaje. Postanawiamy „wejść” przez gigantyczną dziurę w płocie, co nam się skutecznie udaje. Wchodzimy na sektor, ochrona nic nie buldoczy. Na stadionie spotykamy miejscowego fana Nysy Zgorzelec, z którym tylko gadamy. W czasie przerwy 2 z nas wychodzi na miasto w celu zakupienia jakiegoś żarcia-dochodzi do małej promocyjki. Nasi piłkarze wygrywają to spotkanie i w miłych nastrojach ruszamy w podróż do Polkowic, na mecz Górnik Polkowice - Jagiellonia Białystok. Mamy w sumie nie daleko, bo około 100 km, więc postanawiamy zobaczyć, ilu będzie przyjezdnych i jak się prezentują. Na mecz wchodzimy w 60 min, ponieważ wtedy wpuszczają za darmo . Stoimy na sektorze pikników, obok klatki. Miejscowi to sama dzieciarnia. Dobrze jednak pokazała się Jaga. Przyjechali autokarem i samochodem w około 60 osób. Maja ze sobą dwie małe flagi „BKS” i „JAGA” z herbem. Są młodzieżową załogą jednak dobrą ekipą. Po meczu postanawiamy z nimi pogadać. W tym celu udajemy się na parking, gdzie stoi nasza fura i ich autokar. Chwile z nimi gadamy, po czym każdy w swoją stronę udajemy się do domów. Co ciekawe fani z Jagi na ten mecz podróżowali 13 godzin w jedną stronę. Jest to naprawdę nielada wyczyn. W sumie to dla nich każdy wyjazd to praktycznie dwudniowy wojaż. Wracając nasz fan z Wrocławia wysiada w Legnicy i stamtąd juz PKS-em dojeżdża do Wrocławia. W Wałbrzychu jesteśmy około 23. Wyjazd uważam za udany, gdyż mimo zamkniętego stadionu daliśmy radę wejść. To chyba tyle na temat tego wyjazdu.

12.10.2005r (środa) godz. 20:45
Anglia-POLSKA 2-1 (1-1)

Do Anglii planowaliśmy wybrać się już od dłuższego czasu. W sumie w Manchesterze kibiców Górnika było coś około 10-12 osób. Wyjazd z Wałbrzycha zaplanowaliśmy we 2 we wtorek na 9 rano. We Wrocławiu skąd był odjazd autokarów z biura Sindbad pojawiamy się około 11 gdzie dołącza do nas 3 fan KSG. Widzimy kilku typków w bluzach Śląska, którzy przyszli odprowadzić kolegów na wyjazd. Z boku stoją 2 auta tajniaków. Towarzystwo ,które podróżowało autokarami to w większości sympatycy piłki nożnej (tzn. wyniki, składy, kartki) ,ale kilku kumatych też tam było. Autokarek z pozoru przyzwoity – kibelek, telewizorek, możliwość kupna kawy, herbaty albo coca coli. Cóż więcej potrzeba? Tylko gorzałki w którą oczywiście się zaopatrzyliśmy. Złocisty płyn „pomagał” nam znieść trudy tej 28 godzinnej wycieczki . Podróżujemy przez Niemcy, Belgię, Holandię, Francję... Podróż przez kanał La Manche była fajnym wrażeniem. Nasz autokar wjechał do takiego długiego pociągu i został zamknięty w takiej kopule. Przejazd przez kanał to około 40 do 50 minut i już znaleźliśmy się na wyspach. Hotel w którym mieliśmy zakwaterowanie był jakieś 40 km od Manchesteru w stronę Leeds w miejscowości o nazwie Huddersfield. Przyznać musimy ,że hotelik był fajny ,ale organizacja obsługi klienta to wręcz żenada..... Jak przyjechaliśmy to pokoje nie były jeszcze przygotowane ,a recepcja nie widziała żadnego problemu bo dopiero poszli sprzątać. Tym kurwom do niczego się nie spieszy!!! Mały cyrk wyszedł gdy niby dla naszej trójki nie było jeszcze gotowe. Witek zrobił dym w recepcji, posłaliśmy im parę chuji i nagle znalazły się 4 jednoosobowe pokoje w wąskim korytarzyku na 1 piętrze. Dobraliśmy sobie jeszcze jakiegoś typka z Bochni i już można było iść się odświeżyć, przebrać i wykąpać. Czasu do odjazdu na Old Trafford mieliśmy około 3 godzin więc szybko wyskoczyliśmy na miasto aby coś ciepłego zjeść. Ja wziąłem sobie rybkę z frytkami ,a chłopaki po czikenach. Było tego naprawdę dużo. Już zbliża się godzina odjazdu i ruszamy. Pod samym stadionem byliśmy jakąś godzinę przed meczem. Zajebiste korki na drogach doprowadzały nas do zawału ,bo każdy już chciał być na miejscu! Wkońcu widzimy z daleka czerwony świecący się napis MANCHESTER UNITED. To tutaj. Szybka wysiadka i od razu rozkminka okolicznych sklepików. Spotykam znajomego fana Zagłębia Lubin z Chojnowa, z którym wymieniam parę zdań. Potem miałem okazję poznać „Śpiewaka” z ŁKS-u Łódź. Na bramie śmieszna kontrola. Niby Angole tak mają w garści stadionowych kiboli ,a rewizja przed wejściem była co najmniej śmieszna i jakbym chciałbym „coś” wnieść nie sprawiłoby mi to najmniejszych problemów. Już chyba ciężej wnieść coś na mecz polskiej A klasy..... Wbijamy się na sektor. Tam w chuj Polaków. Nie ma miejsca aby powiesić fanę - wszystko zajęte. Postanowiliśmy przejść na inny sektor. Tam było miejsce i wieszamy flagę. Nie na długo gdyż jakiś kutafon przyjebał się że flagi są „long” (czyli za długie) i zasłaniają jakieś reklamy. Podnosimy naszą flagę. I tak nic z tego gdyż po chwili wszystkie flagi tam wiszące zostają zdjęte.... Obok nas wisiała flaga Bałtyku. Widziałem z kilku metrów fanów tego klubu oraz kilku z Lęborka jednak było w chuj Polaków i nie można było się ta dostać chociażby wymienić kilka zdań. W międzyczasie stadion MU został przyozdobiony kilkoma vlepkami Górnika ,których w czasie drogi zeszło nam łącznie nieco w okolicach 150 sztuk. Sama gra Polaków nie była rewelacją ,a forma Grzesia Rasiaka to kpina nie wspominając ,że nic nie gra od dłuższego czasu kolega Lewndowski, a obaj jakimś cudem znaleźli się w pierwszej 11. Po golu dla Polaków szał radości. Cały balkon skacze i cieszy się. Z klubowych spraw na pewno widziałem flagę Śląska Wrocław, Start Namysłów, Zawisza, Czuwaj Przemyśl, Lechia Gdańsk, Bałtyk Gdynia..... Szaliki klubowe to na pewno był mój , Bałtyku, Legia, Olimpia Elbląg, Czuwaj Przemyśl, kilka bluz Lecha Poznań oraz HZL Zagłębia Lubin. Możliwe ,że ktoś miał też jakieś akcesoria klubowe ale na te kilka tysięcy Polaków w takim kotle ciężko jest każdego wyłapać. Polacy niestety przegrali ale to nic bo awans mamy i tak zapewniony. Piłkarze dziękują nam za doping i zawijamy do hotelu. Tam szybka kawka i wypad na miasto. Wkońcu te 24 h które mamy zamiar spędzić na wyspach trzeba wykorzystać. Bujamy się po mieście szukając nocnego. Jednak nie ma tam czegoś takiego! Wkońcu spotykamy 2 ładne Angielki które pokazują nam balety. Oczywiście waląc głupka ,że nie rozumiemy angielskiego w ogóle wbijamy się na przypał obok bramkarza i nic...... . Szybko browara zamówiliśmy i z takiego balkonu obok zajebistego telebimu obcinaliśmy bawiące się dupy. Balety skończyły się o 3 i trzeba było zmykać dalej. Tu okazuje się ,że 50 metrów dalej są 2 balety jednak też już się skończyły i ludzie wychodzili. Hm? Jak to bywa po baletach pada decyzja – trzeba „coś skręcić” wkońcu mamy wolne pokoje do 7 rano. Była tylko bariera językowa ponieważ angielski znamy bardzo mało. Już w sumie zagadaliśmy 3 takie kurewki ,które na pierwszy rzut oka było widać ,że lubią „ten sport” jednak wcześniej wspomniane bariery językowe i (nie ma co ukrywać) brak alkoholu.... spowodowały ,że około 4 nad ranem do hotelu wróciliśmy z pustymi rękoma..... Rano śniadanko (ja przez pomyłkę kelnerki dostałem podwójnie) i odjazd na Londyn. Zwiedzamy stadion Stamford Brigde (Chelsea Londyn) ,który robi na nas wrażenie. Ten niebieski kolorek taki naprawdę „blue” dla ludzi ,którzy mają biało-niebieską krew nie może pozostać obojętny..... W międzyczasie przejeżdżaliśmy koło nowego Wembley. Mieliśmy okazję też oglądać Big Bena, jakiś budynek Parlemantu oraz most Tower Brigde. Podróż powrotna się ciągnęła troszkę. Witek odstawił amatorkę z alkoholem ,ale mu to wybaczymy ,gdyż było to całkowicie nieświadomie..... Oj te 32 godziny trochę się dłużyły jednak towarzycho co prawda nie kumate (w większości) w autokarze zrobiło atmosferę luzu, wręcz komicznych śmiesznych scenek szczególnie słuchając gwary hanysów tak ,że nie był ,aż tak źle. We Wrocławiu pojawiamy się w piątek około 17 i zaraz mamy PKS na Wałbrzych w którym pojawiamy się około 19. Co prawda wyjazd cały (przejazd, hotel, bilet, wydatki własne) wyniósł mnie 1300 zł naprawdę nie żałuję. To co widziałem i wrażenia na wyspach to wydarzenia ,których nikt mi nie odbierze. Już nie mogę się doczekać kolejnego wyjazdu kadry.....

OPIS NADESŁAŁ "BIAŁY"
A TUTAJ OPIS AUTORSTWA ŚWIDNICKIEGO

Całą organizację wyjazdu zaplanowaliśmy dawno przed meczem tak aby zminimalizować koszty do minimum. Wyruszamy w nocy z wtorku na środę samochodem do Berlina jednak jeszcze w Świdnicy robimy postój w Tesco na zakupy ( takie tam gadżety jak browary i fajki ). Podróż mija nam spokojnie, jesteśmy wyluzowani bo mamy kierowcę, który nie pije i ma obowiązek nas pilnować. Sączymy i rozmawiamy. W Berlinie zostawiamy samochód na parkingu i ruszamy na lotnisko. Mamy trochę czasu więc zużywamy prawie wszystkie vlepy, w które zaopatrzyli nas fani Spartakusa podróżujący z nami. W sklepie na lotnisku kupujemy jeszcze Jagermaistera, Stolicznają oraz dwie butelki Whisky. Trochę za bardzo się wstawiamy i zaczyna się mała amba ( jak to pijakami ). Na płycie, gdy samolot kołuje pijemy bezpośrednio z butelek. Już w powietrzu kilku z nas próbuje wysyłać smsy co z oczywistych względów nie podoba się obsłudze samolotu. Pomysł z paleniem papierosów również nie przeszedł. Najbardziej przerażony był nasz niepijący kolega oraz młody fan Lechii Gdańsk, który leciał z nami ( sprzedaliśmy mu bilet na samolot ). Jakoś szczęśliwie wylądowaliśmy. Mniej takiego szczęścia mieli koledzy z Łodzi których widzieliśmy w Berlinie. Lecieli innymi liniami do Liverpool. Do dziś oczekują na proces ( komórki w samolocie, palenie, chodzenie, zaczepianie obsługi i jakiś liść wymierzony w Angola który leciał z nimi ). Anglia wita nas deszczem. Wynajmujemy samochody i jedziemy do Manchesteru. Popijamy i w sumie nudzimy się. Koleś z Gdańska odmawia konsumpcji więc najpierw grozimy mu, że wyrzucimy jego szalik a gdy to nie pomaga, ostrzegamy, że zostawimy go na najbliższym parkingu. To pomaga i koleś zaczyna pić jakieś drinki. Na prakingu przed Manchesterem robimy przerwę i spotykamy zorganizowaną ekipę Legii Warszawa. Są nastawieni pokojowo, może dlatego, że prawie wszyscy z nich palą blanty. Gadamy i wymieniamy butelkę Whisky na angielskie browary, które jak powiedzieli nam „dano im w sklepie”. Manchester. Parkujemy i kręcimy się po okolicznych sklepach. Konsumujemy również angielskie danie narodowe w postaci ryby i frytek. Dużo kibiców polskich jednak klimaty takie jak w opisie Białego. Widzimy jeszcze demolkę baru przez Polaków, latają kosze a ze strony Angoli kufle i szklanki. Trwa to krótko bo tamtejsza policja działa bardzo szybko i towarzystwo rozbiega się. Mecz jaki był każdy wie wiec sobie zaoszczędzę. Po meczu spotykam się jeszcze z Białym i Witkiem i biorę od nich flagę. Daję im po bułce z kotletem ( Biały nie wspomniał o tym w swoim opisie a kurwa byli zmoknięci i głodni J . Z powrotem do Londynu, odstawiamy samochód i czekamy na samolot. Mamy dużo szczęścia bo co chwila gubimy jakieś komórki, dowody ale po chwili znajdują się. Popijamy. Samolot i Berlin. W Berlinie niespodzianka. Otwieramy bagażnik naszego samochodu i znajdujemy 10 piw Żywiec, których zapomnieliśmy wziąć. Podróż mija na sączeniu. Jeszcze bar już w Polsce gdzie jemy pierogi i żegnamy się z ekipą z Jelonki. Ogólnie bardzo fajnie tylko mało czasu i zmęczenie pod koniec dawało się we znaki. Pozdrawiam fanów Spartakusa.

21.10.2005r. PIĄTEK godz. 15:00
Chrobry Nowogrodziec – GÓRNIK WAŁBRZYCH 0-2 (0-1)

Początkowo ten mecz miał się odbyć w sobotę, jednak przez jebane wybory zmieniono termin. Na ten mecz wybieramy się busem. Sama organizacja tego transportu sprawiła trochę problemów. Ostatecznie jednak udaje nam się skołować jednego busa na 10 osób. Zmieniamy miejsce dotychczasowych zbiórek i udaje nam się wyjechać bez psów. Chętnych na ten wyjazd jak na lekarstwo jednak w 11 osób wjeżdżamy wesołym busikiem w drogę. Aby uniknąć korków w Jeleniej Górze postanawiamy jechać przez Złotoryję itp. Nasz kierowca był jakiś zakręcony i w sumie to chyba nie za bardzo znał się na znakach i gubimy się już za Złotoryją. Ostatecznie nadrabiamy kilkadziesiąt kilometrów jadąc przez … Chojnów. Wjeżdżamy do Nowogrodźca podczas trwania spotkania. Na trybunach jest już jedna osoba od nas z fc Wrocław, która jest od początku spotkania, więc razem jest nas 12 osób. Wchodzimy na trybunkę i kilkoma okrzykami zaznaczamy swoją obecność. Nasi piłkarze grają ambitnie i ostatecznie wygrywają to spotkanie. Sędzia pokazał w tym spotkaniu mnóstwo żółtych kartek, za co dostał kilka haseł. Dziękujemy im za grę, a oni nam za doping i sam fakt, że byliśmy. Wychodząc ze stadionu z szatni piłkarzy słychać głośne śpiewy naszych piłkarzy cieszących się ze zwycięstwa. Ciągniemy z nimi jeden kawałek, po czym udajemy się w drogę powrotną. Tym razem jednak jedziemy przez Lubań i Jelenią Górę. Kierowca dalej zakręcony i też troszkę błądzimy. Ostatecznie w Wałbrzychu jesteśmy około 20. połowa załogi wesołego busa udaje się jeszcze na imprezę do Świdnicy, dlatego wysiadamy w Świebodzicach. Ostatnia osoba opuszcza gościnne miasteczko następnego dnia. Podsumowując wyjazd można zaliczyć do udanych, jednak znowu nie udało nam się obejrzeć całego spotkania. Kasa z przycinki za busa idzie oczywiście na paczki dla chłopaków przebywających w Kłodzku. Nie było tego wiele, ale zawsze coś. Najgorszy jest chyba nasza liczba na tym spotkaniu. Jak się okazało niektórzy pofatygowali się na zbiórkę, jednak nie w to miejsce, gdzie powinien.

05.11.2005r SOBOTA
GKS Kobierzyce-GÓRNIK WAŁBRZYCH

Do Kobierzyc wybieramy się 2 busami oraz autami. Droga mija nam spokojnie. Po dotarciu na miejsce udajemy się w stronę trybunki bez psów. Po drodze lekceważymy jakiś mulów z biletami i wchodzimy za free. Nikogo podejrzanego nie stwierdzono, więc część wchodzi do sektora oddzielonego taśmą, kilka osób stoi przez chwile z boku. Ochrona na meczu nic się nie burzyła i można było wychodzić sobie z sektorka. W trakcie meczu przyjeżdża 2 fanów Śląska, z którymi gadamy. W sumie było nas 30 osób,(2 busy ,4 auta)w tym 1 fan Spartakusa Jelenia Góra, któremu dziękujemy za wsparcie. Doping prowadzimy chwilami, ale słabo nam to wychodziło. Ogólnie na meczu zimno jak huj, momentami pada deszcz i nudy. Nasi grajkowie remisują wygrany mecz i strata do lidera się powiększa.

OPIS NADESŁAŁ "PUNIO"

26.11.2005r SOBOTA Godz. 13:00
Polonia Trzebnica-GÓRNIK WAŁBRZYCH 1-2

Na ten mecz wybieraliśmy się busem, jednak ten nie wypalił. Postanowiliśmy zrobić z Wałbrzycha jeden samochód i wyjechaliśmy w drogę. Przez przypadek na mieście we Wrocławiu trafiamy jeden szalik Śląska Wrocław i jedziemy dalej. Na stadionie od początku meczu jest obecny jeden fan Górnika z Wrocławia i 3 fanów Górnika, którzy pracują niedaleko tej mieściny w jakimś zakładzie i przyjechali samochodem. Podczas drogi dowiadujemy się co się dzieje na stadionie i czy są miejscowi fani Śląska. Dojeżdżamy na drugą połowę. Miejscowych fanów Śląska nie stwierdzono. Nas ostatecznie na sektorze 8 osób. Na meczu kilka razy śpiewem zaznaczamy swoją obecność, po czym udajemy się powrotem do Wałbrzycha. Jeszcze przejeżdżając przez Wrocław znów trafiamy jeden szaliczek Śląska. Ostatecznie w Wałbrzychu meldujemy się około 18. Podsumowując wyjazd można zaliczyć do udanych-piłkarze wygrali, my przywieźliśmy dwa szaliczki. Jedyny minus tego wyjazdu to nasza liczba. Osiem osób to stanowczo za mało jak na wyjazd, który jest bardzo bliski.

30.11.2005r (ŚRODA) godz. 20:45
SK SLAVIA PRAGA – AS MONACO 0-2 (0-1)

Na to spotkanie do naszych ziomków z Pragi wybieraliśmy się w sumie każdy na własną rękę. My jako środek transportu wybieramy pociąg i w liczbie 2 osób udajemy się podróż. W pociągu małe zakrapianie i już o 18 jesteśmy na miejscu. Na dworzec wychodzą po nas fani Slavii, a także kolesie z Górnika, którzy dojechali wcześniej. Jedna osoba dojechała z fc Kamiennej Góry jechała jakimiś autobusami na wałek, a dwóch fanów Górnika ze Świdnicy na stałe pracujących pod austriacką granicą dojeżdżają samochodem. Łącznie jest nas więc 5 osób z Górnika. Slavia zabiera nas do gospody, gdzie raczymy się piwkami i „zeleniną” (rodzaj wódki). Po jakimś czasie do baru wjeżdża jeden ze Slavii z hasłem, że Sparta jest na mieście. Chwila moment i wszyscy wyjeżdżamy z baru na miasto. Jak się okazuje Sparta uciekła. Szukamy ich około 30 minut, po czym wracamy do baru. Jeszcze po jednym browaru i udajemy się na stadion. Tego dnia Slavia grała na Strachowie. Podchodzimy pod kasy i jak zawsze próbujemy wbić się za free. Ta sztuka udaje się kilku osobom, w tym dwóm fanom Górnika. Reszta z nas dostaje bilety i już jesteśmy na sektorze. Doping Slavii dosyć dobry-mają jakąś okolicznościową papierową sektorówkę, transparenty, balony w barwach itp. Co do gości to bardzo zawiedli-było ich około 100 bez żadnych flag. Na stadionie w sumie fajna atmosfera, jednak nie ma gdzie powiesić naszej flagi. Tego dnia wzięliśmy największą, jaką posiadamy „GÓRNIK WAŁBRZYCH –fc Szczawno Zdrój”. Początkowo chcemy powiesić ja na balkonie, jednak ta sztuka nam się nie udaje. W drugiej połowie fani Slavii wieszają naszą flagę na flagach ultrasów. Flagę można było konkretnie zobaczyć w TV. Około 15 minut przed zakończeniem spotkania, nie wiem dokładnie dlaczego ale wjeżdża oddział psiarni. Z naszej strony tylko małe przepychanki z nimi. Później jednak wjeżdżają już konkretnie, ponieważ została podpalona papierowa sektorówka. Zaczynamy wyrywać krzesełka, jednak atak psiarni jest na tyle konkretny, że nie zdążyliśmy. Chwila moment i wszyscy spierdalamy z sektora. Mnie powstrzymuje metalowa rurka oddzielająca sektory, która wyrosła jak z pod ziemi. Praktycznie powala mnie na ziemię. Wjazd psów i od razu słychać hasła typu „To ten Polak” itp. Wiedziałem już, że będzie ciężko. Chuligani Slavii próbują mnie ratować, jednak nic z tego. Zostaję załadowany do kataryny i odwieziony na komisariat. Tam konkretny wpierdol za brak dokumentów itp. Praktycznie cały czas mnie napierdalają. Na każde hasło „Nie rozumie” od razu szły bomby. Później doszedłem do wniosku, że chyba to słowo się nie podoba i używałem międzynarodowego „OK.”. Trochę to załagodziło całą sytuację, jednak nie na tyle żeby nie postawić mi zarzutów i załadować na dołek. Tak więc trafiłem sobie do celi nr 19, w której przebywał już jeden koleś „z miasta”. Szybka rozkminka chłopa i wszystko porządku. W ogóle bardzo dziwne zasady panują w stolicy Czech. To nie Polska-chłopaki sprawdzają wszystko co się na sobie ma, praktycznie niewiele im brakuje żeby robić lewatywę. Rano już o 6 pobudka i zabierają nam koce. Później wjeżdżają po materace i przynoszą miejscowe „śniadanie”, na które składała się kromka suchego chleba z masłem i herbata. Uczta od razu leci do klopa. Po tak „pożywnym” posiłku przychodzi do rozkminiania, co dalej. Nie trwa to jednak długo, ponieważ już o 10 przyjeżdża po mnie psiarnia i mam składać zeznania. Dostaję swojego osobistego tłumacza przysięgłego i już wiem, na czym stoję. Zarzuty w sumie były banalne i do niczego się nie przyznałem, jednak sprawa będzie. Po wszystkim zostaję wypuszczony. Na komisariacie czeka już na mnie jedna z fanek Bohemiansa, która czekała od 2 w nocy. Dziewczyna ratuje mi skórę. Zawozi mnie na dworzec i ustalamy, którym pociągiem wracam. Zaprasza mnie do baru na kilka piwek i jakieś jedzenie. Reszta fanów Górnika pojechała już wcześniej, więc musiałem jechać sam. Dwudniowe fatum, które wisiało nade mną nie odpuszczało. Na trasie, która miałem jechać pociągiem zerwały się linie trakcyjne i musieliśmy robić kółko przez Pardubice. Oczywiście pociąg w Starkocu, gdzie miałem mieć bezpośredni pociąg do Mezimesti nie czekał, bo po co!!! Kanar na biegu ustala mi nowe połączenie i mam jeszcze 2 przesiadki. W Starkocu w sumie pociąg już stoi, więc od razu przesiadka. W Vaclavicach czekam chyba 5 minut i około 19 jestem w Mezimesti. Od razu po wyjściu z pociągu puszczam esa do kolesia, żeby po mnie przyjechał. Ciemno jak w dupie, a ja przedzieram się stałą ścieżką pod Golińsk. Żeby tego wszystkiego było mało to na granicy zaczynają się kolejne przeboje. Nie wpuszczą mnie do Polski!!??? Nowy dowód ma swoją wadę w tym, że czasem wypada z niego ta nitka i dokument łamie się w pół. Szybka gadka z polskim celnikiem i po pół godziny już ustalają, że jestem obywatelem Polski i już jestem po drugiej stronie. Po chwili przyjeżdża koleś i jestem w domu około 20. W tym miejscu chciałbym bardzo podziękować Monice-fance Bohemiansa, że się mną zaopiekowała, tłumaczowi przysięgłemu, a także kolesiowi ze Śródmieścia za wszelką pomoc. WIELKIE DZIĘKI TAKŻE DLA FANÓW SLAVII ZA SUPER GOŚCINĘ!!

Pseudokibice Górnika/Zagłębia Wałbrzych pobili swojego piłkarza
26.03.2006r NIEDZIELA GODZINA 11
Biały Orzeł Mieroszów – GÓRNIK WAŁBRZYCH

Artur Brzozowski 31-03-2006 , ostatnia aktualizacja 31-03-2006 23:30 Piłka nożna. Kilku pseudokibiców Górnika/Zagłębia Wałbrzych pobiło piłkarza tego klubu Piotra Juraszka. Wszystko przez to, że zawodnicy nie chcieli zwrócić szalikowcom pieniędzy za wyjazd na mecz, do którego nie doszło. Do zdarzenia doszło w ostatnią niedzielę. IV-ligowa drużyna piłkarzy Górnika/Zagłębia Wałbrzych miała rozegrać wyjazdowy mecz w ramach Pucharu Polski z Orłem Mieroszów. Na miejscu okazało się, że boisko Orła pokryte jest lodem i sędziowie nie wyrazili zgody na rozegranie pojedynku. Niezadowolona z tej decyzji była grupa szalikowców Górnika/Zagłębia, która pojechała za swoją drużyną na spotkanie. Po powrocie do Wałbrzycha kilku pseudokibiców czekało na piłkarzy w holu budynku klubowego. Domagali się od graczy zwrotu pieniędzy za wyjazd, a przede wszystkim mieli pretensje, że część wałbrzyskich zawodników - zdaniem pseudokibiców - odmówiła gry. Bandyci zaatakowali wychodzącego z szatni piłkarza Piotr Juraszka. - Zupełnie nie wiedziałem, o co chodzi - opowiada Juraszek. - Chciałem jechać do domu, ale na korytarzu złapało mnie czterech podpitych kibiców, którzy zaczęli mnie szarpać, popychać. Mieli pretensje, że nie chcieliśmy grać i że nie przyszliśmy i nie podziękowaliśmy im za przyjazd do Mieroszowa. Nie mogłem się wyrwać i zacząłem wołać o pomoc. Na szczęście z pokoju wybiegł kierownik drużyny i przy jego pomocy udało mi się wyrwać z rąk tych ludzi. Później schowałem się w szatni z Adamem Wolniewiczem i przeczekaliśmy ze 20 minut. W końcu udało się nam wydostać z szatni i szybko pojechaliśmy do domu - mówi Juraszek. Wałbrzyscy pseudokibice swoją złość wyładowali na jednym z kibiców innego wałbrzyskiego klubu - Juventuru, który próbował wytłumaczyć im, że zawodnicy Górnika/Zagłębia nie ponoszą winy za to, że do meczu nie doszło. Taką decyzje podjęli sędziowie. Kibic został pobity, a pierwszej pomocy udzielił mu w budynku klubowym masażysta zespołu piłkarzy. Później szalikowcy na forach internetowych kibicowskich portali przechwalali się, że zastraszyli i pobili swojego piłkarza. - Co to są za kibice, którzy biją zawodnika swojego zespołu. To jakiś absurd - kwituje Piotr Juraszek. Szalikowcy Górnika/Zagłębia uważani są wyjątkowo agresywnych i groźnych. Dwa lata temu pobili widzów z Oleśnicy, którzy oglądali mecz Pogoni z Górnikiem/Zagłębiem. Wielu normalnych wałbrzyskich sympatyków futbolu boi się ich i z tego powodu nie chodzi na mecze. Teraz zastraszeni są również piłkarze. Prezes Górnika/Zagłębia Czesław Grzesiak całe zdarzenie traktuje bardzo poważnie. - Ci, którzy dopuścili się tego czynu, nie są kibicami Górnika, to zwykli chuligani, którzy powinni być ścigani przez policję - podkreśla Grzesiak. - Zrobimy wszystko, aby wyeliminować ich z grona ludzi przychodzących na nasze mecze. Wierzę, że pomogą nam w tym prawdziwi sympatycy naszego klubu, którzy wskażą tych chuliganów. Mamy grupę szalikowców, tworzących Klub Kibica, ale dla mnie nie jest to jeszcze prawdziwa organizacja naszych sympatyków. Ta grupa będzie prawdziwym Klubem Kibica, jeśli powoła odpowiednie stowarzyszenie i zacznie z nami współpracować, a przede wszystkim poda nam swoje personalia, tak aby można ich było zidentyfikować, jeśli dojdzie do przekroczenia prawa. Niestety, część z tych osób buduje i narzuca innym kibicom takie wzorce, których ja nie akceptuję - podkreśla prezes Grzesiak. W piątek wieczorem doszło do walnego zgromadzenia klubu, obchodzącego w tym roku 60. rocznicę powstania. Na walne zaproszono kilku przedstawicieli Klubu Kibica, z którymi działacze mieli rozmawiać na temat współpracy. - U nas w Polsce dużo mówi się o eliminowaniu chuliganów ze stadionów. Ale jakie możliwości mamy my, działacze, aby egzekwować na przykład zakaz stadionowy? Przecież nie obstawię całego stadionu policją, aby nie wpuścić kilku pseudokibiców. W tym przypadku potrzebne są konkretne przepisy, która pomogą nam eliminować chuliganów ze sportu - kończy prezes Górnika/Zagłębia Czesław Grzesiak. Przełożony mecz pucharowy z Orłem Mieroszów został ostatecznie rozegrany w ostatnią środę. Górnik/Zagłębie wygrał 3:1, a jedną z bramek strzelił Piotr Juraszek.

Jeden z kibicowskich wpisów internetowych, dotyczących wydarzenia (pisownia oryginalna).

SPOTKANIE KTÓREGO NIE BYŁO
26.03.2006 r. NIEDZIELA GODZINA 11
Biały Orzeł Mieroszów - GÓRNIK WAŁBRZYCH

Na to spotkanie wybieraliśmy się nyskami z linii, wynajętym busem oraz kilkoma autami. Ostatecznie na stadionie zebrało się nas około 50 w tym jeden fan Gwardii Koszalin, któremu dziękujemy za przyjazd. Jeszcze około godzinę przed gwizdkiem parę osób idzie do miejscowego sklepiku - naszym łupem padają jakieś drobne przekąski itp. Idziemy na stadion, gdzie piłkarze; już przebrani czekają na werdykt sędziego co do rozgrywania tego spotkania. Ostatecznie sędzia się zgodził i większość piłkarzy. Nie było jednak tak pięknie; czterech naszych grajków odmówiło gry więc sędzia nie puścił meczu. Po tym fakcie wszyscy pakujemy się do wózków i jedziemy do Wałbrzycha pod klub. Piłkarze już tam są więc wypatrujemy "gwiazdy", które odmówiły gry. Gdy tylko jeden z nich wychodzi z szatni od razu leci na niego kilka ciosów. Ostatecznie delikwent się zrywa a my gadamy z trenerem itp. Czekając tym samym na resztę skórokopów. Nikt jednak już się nie pokazuje więc postanawiamy się oddalić. Podsumowując całą zaistniałą sytuację to wydaliśmy pieniądze; mamy fart że tak bliski wyjazd. Wyobraźcie sobie jak by taki numer nam zrobili gdzieś na hanysowie!!! Nasze "gwiazdeczki" zapamiętają naszą wizytę na pewno na dłużej i nie będzie już takich numerów. Pozdrawiam obecnych na tym spotkaniu. (łup - czyli pospolita kradzież w sklepie - btw)

06.05.2006r SOBOTA GODZ 17
Zagłębie II Lubin - GÓRNIK WAŁBRZYCH 3-2 (2-0)

Na to spotkanie nie było tym razem wielkiego ciśnienia. Na zbiórce pojawiło się niewiele ponad 20 osób. Niestety są też psy i wszystkich spisują. Ostatecznie wyjeżdżamy z Wałbrzycha w 17 osób plus jeden wózek. Jeszcze na rogatkach zatrzymują nas psy i zawijają jedną osobę, która dostaje konkretny wpierdol, dołek i 600 zł mandatu za przyklejenie psom wlepki „HWDP”. Do Lubina dojeżdżamy bez żadnych problemów cały czas w eskorcie, która jak zawsze zmieniała się co kilka wiosek. Na miejscu jesteśmy jakieś 15 minut po rozpoczęciu meczu. Chłopaki, którzy jechali autem byli szybciej i spotkali jeszcze jeden wózek od nas i chłopaczka, który przyjechał na raty. Na meczu pojawił/o się Zagłębie, z którymi gadamy (samochodowi). Ostatecznie na sektorze gości zameldowało się nas 23 osoby. Chociaż było nas niewielu staramy się dopingować naszych piłkarzy. Nie mogę napisać, że doping był konkretny, ale dobrze że w ogóle był. Jak się spodziewaliśmy piłkarze Zagłębia wystawiają kilka osób z głównego składu, jednak Górnik w drugiej połowie walczył konkretnie jak równy z równym. Po meczu piłkarze dziękują nam za doping, a my im za grę i trzeba wracać spowrotem. W Jaworze jeszcze mała lipa z psami, które nie pozwalają nam wejść do sklepu. Muszą jednak dać sobie spokój, a my po zakupach już bez problemów wracamy do domów. Podsumowując wyjazd sielanka.

21.05.2006 r (NIEDZIELA) Godz. 11
AKS Strzegom – GÓRNIK WAŁBRZYCH 1-3 (0-3)

Na to spotkanie wybraliśmy się busem. i samochodem Nie obyło się bez dziwnych sytuacji. Dzień wcześniej został zamówiony bus, który jednak następnego dnia zrezygnował z kursu i trzeba było na biegu rano w dniu meczu kołować następny. Oczywiście większość kierowców jak zawsze odmawia nam wynajęcia podając coraz to śmieszniejsze powody. Ostatecznie jednak załatwiamy jednego busa i udajemy się w drogę. Przed ekipą z busa wyjeżdża jedno auto z pięcioma fanami, którzy pierwsi pojawiają się pod stadionem. Jesteśmy spóźnieni jakieś 20 minut. Małe zakupy w miejscowym sklepiku i idziemy na mecz. Chcą nas naciągnąć na bilety, jednak my nie mamy zamiaru ich kupować i ładujemy się przez ogrodzenie w trzy osoby zajmując miejsce na sektorze miejscowych, gdzie jest już kilku fanów Górnika z Jaworzyny Śląskiej. Mecz to zwykła kopanina, w której Górnika przewyższa rywala bezapelacyjnie. Pod koniec pierwszej połowy docierają chłopaki, którzy jechali busem. w skromnej (chyba 6 radiolek) eskorcie psów zostają skierowani do nowiutkiej klatki dla przyjezdnych. my kończymy piwka i udajemy się do nich, aby razem dopingować Górnika. Doping tego dnia nie wychodził nam w ogóle, jeśli w ogóle można mówić o dopingowaniu w tak małej liczbie (choć w Lubienie jakoś to było). Trochę śpiewamy i mecz dobiega końca. Piłkarze dziękują nam za doping, a my im za grę i trzeba wracać do Wałbrzycha. Ekipa samochodowa znów urywa się eskorcie i podążamy do domów krótszą drogą. Ogólnie podsumowując cały wyjazd to żenada –ostatnim razem było nas tam coś koło 100 a teraz???!! Na tym wyjeździe było nas dokładnie 28 osób bez flag. Trzeba zaznaczyć, że bardzo dobrze pokazał się nasz fc z Boguszowa-Gorc, którzy zawitali tam w 5 osób.

10.06.2006 r. SOBOTA
KP Brzeg Dolny – GÓRNIK WAŁBRZYCH 3-2

Ten mecz zapowiadał się bardzo ciekawie. Wszyscy załatwiali sobie wolne już dużo dużo wcześniej. Mieliśmy tam jechać dobrą załogą po tym co się stało ostatnim razem w tym miasteczku. Na to spotkanie jechaliśmy pociągiem. Na dworcu stawiło się nas około 50 osób w tym zgody. Tego samego dnia przyjechali do nas fani Arki Gdynia, którzy raczyli się piwkiem jeszcze przed odjazdem. Przyjeżdżają też kibice Slavii Praga samochodem. Dzwonią do nas także „kangury”, ale gdzieś błądzą po drodze i ostatecznie nie udaje im się zdążyć na pociąg. Jedna osoba od nas zostaje, żeby pomóc im dostać się na ten mecz. Pociąg rusza i wszyscy w miłych nastrojach ruszają w stronę Wrocławia. We Wrocławiu cisza i spokój, więc parę osób urywa się kordonowi psiarni i idzie na miasto na małe zakupy. Jak się okazuje ucieka im pociąg na Brzeg Dln. więc muszą czekać na następny. W Wałbrzychu w końcu zjawia się Bohemka w sile 5 osób i od razu mają kłopoty z samochodem. Trochę się nawkurwialiśmy, jednak spokojnie ruszamy w stronę Wrocka myśląc, że może uda nam się dosiąść do głównej grupy. Ta sztuka się nie udaje, ale dzwonimy do „spóźnialskich” i spotykamy ich pod dworcem. Zostawiamy u nich jednego Czecha, szybka gadka i musimy zawijać dalej, żeby zobaczyć choć kawałek meczu. Błądzimy jeszcze trochę po Wrocławiu i udaje nam się wreszcie dojechać na ostatnie 20 minut spotkania. Na sektorze jest nas 55 osób dobrej ekipy. Miejscowi się nie pokazują, choć wcześniej się oferowali. 10 minut przed końcem meczu dojeżdżają jeszcze „spóźnialscy” i łacznie jest nas równe 60 osób (w tym 5 Bohemians, 4 Slavia, 2 Arka). Na stadionie kilka razy dopingujemy Górnika i pozdrawiamy nasze zgody. Przed ostatnim gwizdkiem sędziego musimy się zrywać z meczu na pociąg. Powrót do domu bez żadnych atrakcji. W Wałbrzychu robimy jedną większą imprezę ze wszystkimi zgodami. Hektolitry piwa, kilka zgonów. Ot libacja. Mistrzostwo miała chyba jednak wynajęta dziwka, która trochę się porozbierała i potańczyła. Moim zdaniem kierownik baru powinien dorzucić się na nią bo spektakl wywarł wrażenie także na innych „piwoszach”. Podsumowując wyjazd to był to wielki piknik, ale pokazaliśmy się dobrą ekipą w dość dobrej liczbie. Jak na tą rundę to był nasz najważniejszy wyjazd i chyba najliczniejszy. Z tej strony chciałbym podziękować fanom BOHEMIANSA, SLAVII i ARKI za wspomaganie nas na tym ważnym wyjeździe.

18.06.2006 r. NIEDZIELA
FINAŁ PUCHARU POLSKI
Chrobry Nowogrodziec – GÓRNIK WAŁBRZYCH 1-3 (1-0)

W Nowogrodźcu już mieliśmy okazję zawitać w tym sezonie podczas wyjazdu na ligę. Wtedy GÓRNIK pokonał rywala 0-2, więc i teraz spodziewaliśmy się wygranej. Na to spotkanie wynajęliśmy busika. Psy od rana szukały miejsca zbiórki, jednak jakoś im to nie wyszło. Prawdę mówiąc to sami nie bardzo wszyscy wiedzieli gdzie jest ta zbiórka. Haha. Na zbiórce stawia się nas 17 osób i w takiej grupie ruszamy w „szaloną podróż”. Mamy jakiś zjeżany transport i droga strasznie się dłuży. Co warte zaznaczenia w drodze w tamtą stronę prawie nie widać alkoholu w naszym gronie. Zatrzymujemy się gdzieś koło Jawora i robimy małą promocję. Wpadają jakieś zakupy i walimy dalej. Dzwoni do nas BKS Bolesławiec, że mają ochotę wpaść na to spotkanie. Umawiamy się z jedną z ich grupek w Bolesławcu i bierzemy ich do busa. Okazuje się, że reszta ich ekipy jest już pod stadionem. My dojeżdżamy pod stadion i od razu do nas dołączają. Jest ich wszystkich rzem 16 osób . Wszyscy poubierani w czarne koszulki z napisem Bolesławiec. Dobra młoda ekipa. Na początek spotanie z psiarnią, która nie robi w sumie rzadnych problemów i po rewizji za free wchodzimy na stadion. Zajmujemy sektor gości, czego nie było na lidze i kilka razy coś tam krzyczymy. W sektorze gości siedzimy razem z chłopakami z Bolesławca, z którymi cały czas rozmawiamy. Łącznie jest nas więc 33 osoby. Na sektorze piknik jakich mało i gorąco jak chuj. Kilka osób udaje się na zakupy do miejscowych sklepów. Jedna osoba po powrocie i spożywaniu piwa w klatce zostaje ukarana mandatem. GÓRNIK gra ambitnie, jednak do przerwy przegrywa. Teksty do sędziego w drugiej połowie „felgi czekają w bagażniku” pomagają i dyktuje aż 2 karne dla nas. Obydwa wykorzystujemy i już prawie mamy puchar. Później już Chrobry się odsłonił i pada kolejna bramka. GÓRNIK zwycięża!!! U nas szał na sektorze. Dziękujemy piłkarzom za grę a oni nam za doping i czekamy na wręczenie pucharu. Cały czas śpiewy. Ogólnie było fajnie. Fani BKS-u wychodzą ze stadionu wcześniej. Ryknęliśmy jeszcze razem ARKA GDYNIA i chłopaki postanowili odwiedzić tamtejszy festyn. Jednego z nich bierzemy do busa i odstawiamy do Bolesławca. Droga powrotna to ciągłe śpiewy i picie alkoholu. Mistrzostwo świata tego dnia miał przetwór mianem „ANGELLO”, a jego fanem został Cz. ze Śródmieścia. Powrót do domu w świetnych nastrojach. Podsumowując cały wyjazd to obyło się bez niespodzianek. Czekamy na następnego przeciwnika i gdyby się udało to możemy liczyć wreszcie na jakiegoś konkretnego przeciwnika z kibicami.

16.07.2006r
TURNIEJ KIBICÓW W TYCHACH

Na wyjazd do Tych zbieramy się już o 4 rano by 19 osobową ekipą(w tym jedna osoba ze Świdnicy) wyruszyć w trwającą 4 godziny trasę z Wałbrzycha do Tych. Droga mija wesoło ,wiele osób wybrało się na turniej bezpośrednio z baletów ,co było widoczne gołym okiem. Na parkingu w Przysieczach zostaje znaleziony zabytkowy rower, który dostarcza frajdy kilku kibiciom ,aż nie została zgubiona opona z tylnego koła. W samych Tychach jesteśmy już około godziny 07:00 niewielki mandat(50zł) za oddawanie moczu w miejscu do tego nie wyznaczonym(zbiorniki z gazem) i jedziemy do bary Manhattan .Tam kilka piwek poczym jedziemy na stadion GKSu. Zjawiamy się jako pierwsi z uczestników, nie tracąc czasu zaczynamy "rozgrzewkę". W szatni bojowe nastroje, widać ,że tanio skóry nie sprzedamy. Wywieszamy flagę „Biało- Niebiescy na płocie i zaczynamy ostro dopingować naszych. Pierwszy mecz z Cracovią niestety przegrany ,ale tylko dlatego ,że jesteśmy słabsi piłkarsko, bo woli walki nie można nikomu odmówić. Podobny przebieg ma drugi mecz ,choć tutaj dominacja nie jest aż tak widoczna jak w pierwszym meczu. Po dwóch porażkach, mobilizacja w naszych szeregach, mocne słowa, roszady trenerskie i zmiana taktyki czyli już nie gramy "swojego" .Przynosi to efekt i wygrywamy z Sandencją 4:0.Oczywiście z grupy nie wychodzimy ,ale jak to przystało na naszą drużynę nie zajęliśmy ostatniego miejsca. Finał turnieju to mecz 2 drużyn z Tych natomiast mecz o 3 miejsce to walka dwóch drużyn z Krakowa. Organizacja turnieju dobra ,choć sam stan murawy boiska pozostawiał wiele do życzenie(pełno piachu i dziur).PO turnieju kibiców udajemy się na trybuny stadionu ,gdzie odbywają się mecze młodzików ,potem mecze pokazowe Oldboyów i innych drużyn. O godz. 17:00 rozpoczyna się mecz pomiędzy GKSem Tychy a ŁKSem Łódz. Wynik spotkania to 2:1 dla gospodarzy .Na trybunach bardzo dużo udzi, atmosfera super, naprawdę miły obrazek widzieć tyle osób z dziećmi i całymi rodzinami i. Po ty meczu odbywa się jeszcze mecz przyjaźni pomiędzy drużynami kibiców ŁKSu i GKSu Tychy. Do Tych na turniej zawitało: liczby nieoficjalne (tak na oko) ok.120 Łodzian ,ok.50 Pasów,12 Sandencji ,natomiast nie pojawił się nikt z Zawiszy Bydgoszcz. O godzinie 21:00 powoli opuszczamy Tychy i wracamy do domu. Pomimo zmęczenia w busie chóralne śpiewy i zabawa przez długie kilometry. Jedna osoba poległa i śpi centralnie na podłodze. W Wałbrzychu na Mijankach kończy się paliwo, i do domu 4 kibiców musi wracać taksówką. Chcielibyśmy podziękować kibicom GKSu Tychy za tak sytą gościnne i dobrą zabawę, oraz pozdrowić wszystkich kibiców będących na turnieju.

OPIS NADESŁAŁ PASMION

strona główna | forum | Opisy wyjazdów